Morskie Oko
Czemu, gdy księżyc wschodzi, jak mara spłoszona
Staw stopionych szafirów w gór zapada spody,
I źrenica Tatr, oko marzącej przyrody,
Spuszcza rzęsy mgieł — tonie wśród pomroku łona?
A księżyca twarz dziwna, smutna, zamyślona
Wstrzymuje bieg tułaczy między skał obwody,
Patrzy długo w zakryte mgłą jeziora wody,
I blednie coraz bardziej — a nad ranem kona?
Może kiedyś ten księżyc, młody i płomienny,