Wreszcie przypomniałem sobie swoje niebaczne słowa. Skończyło się na dyscyplinie i na trzydziestu tysiącach realów28. Zaprowadzono mnie, abym się pokłonił wielkiemu inkwizytorowi: był to bardzo uprzejmy człowiek, spytał mnie, jak mi się podobała uroczystość. Odparłem, że byłem zachwycony, i pomknąłem, aby naglić towarzyszów podróży do odjazdu, mimo uroków tego kraju. Mieli czas dowiedzieć się o znakomitych czynach, których Hiszpanie dokonali dla sprawy religii. Czytali pamiętniki słynnego biskupa z Chiapa29, z których okazuje się, że zamordowano, spalono lub utopiono w Ameryce dziesięć milionów niewiernych, aby ich nawrócić. Przypuszczałem, że ten biskup przesadza, ale gdyby nawet sprowadzić to do pięciu milionów ofiar, i tak byłoby cudowne.
Wciąż parła mnie żądza podróży. Chciałem zakończyć swoją przejażdżkę po Europie Turcją; skierowaliśmy się w tamtą stronę. Postanawiałem sobie zachować dla siebie sąd o uroczystościach, które tam zobaczę.
— Ci Turcy — rzekłem do towarzysza — to niewierni, żyjący bez chrztu: tym samym muszą być o wiele więksi okrutnicy od wielebnych ojców inkwizytorów. Trzymajmy język za zębami, kiedy znajdziemy się u tych mahometan.
Jesteśmy tedy30 w Turcji. Zdumiałem się, widząc tam o wiele więcej chrześcijańskich kościołów niż w Kandii. Ujrzałem zgoła liczne gromady mnichów, którym pozwalano swobodnie modlić się do Matki Boskiej i przeklinać Mahometa po grecku, po łacinie, po ormiańsku.
— Poczciwi ludzie, ci Turcy! — wykrzyknąłem.
Chrześcijanie greccy i chrześcijanie łacińscy żyli w Konstantynopolu w śmiertelnej wojnie; niewolnicy ci żarli się wzajem jak psy, które gryzą się na ulicy i które panowie grzmocą kijem, aby je rozdzielić. Wielki wezyr popierał wówczas Greków. Patriarcha grecki oskarżył mnie, żem wieczerzał u patriarchy łacińskiego; skazano mnie, na pełnym Dywanie31, na pięćset bambusów w pięty, z prawem zamiany na pięćset cekinów32. Nazajutrz uduszono wezyra; na trzeci dzień następca jego, który był za stronnictwem łacińskim i którego uduszono dopiero za miesiąc, skazał mnie na tę samą grzywnę za to, żem wieczerzał u patriarchy greckiego. Znalazłem się w smutnej konieczności unikania zarówno greckiego, jak łacińskiego kościoła. Aby się pocieszyć, wynająłem sobie bardzo ładną Czerkieskę, istotę najczulszą w sypialni, a najżarliwszą w meczecie. Jednej nocy w słodkim wylewie miłości krzyknęła, ściskając mnie: „Alla! Illa! Alla!”. Są to sakramentalne słowa Turków; myślałem, że to są wyrazy miłości; wykrzyknąłem też bardzo czule:
— Alla! Illa! Alla!
— Ach! — rzekła— Bogu najwyższemu chwała! Ty jesteś Turkiem!
Rzekłem, iż błogosławię Boga za to, że dał mi siły po temu; byłem bardzo rad z siebie. Rano zjawia się imam33, aby mnie obrzezać; że zaś czyniłem pewne trudności, kadi34 tej dzielnicy, zacny człowiek, zaproponował mi, że mnie wbije na pal; ocaliłem napletek i tyłek ceną tysiąca cekinów i uciekłem co żywo do Persji, postanawiając nie słuchać już w Turcji mszy ani łacińskiej, ani greckiej i nie krzyczeć już: „Alle! Illa! Alla!” na schadzce miłosnej.
Kiedym wjeżdżał do Ispahanu35, spytano mnie, czy jestem za czarnym czy za białym baranem. Odpowiedziałem, że mi to jest obojętne, byle był kruchy. Trzeba wiedzieć, że Persja dzieliła się jeszcze na stronnictwa Białego i Czarnego Barana36. Posądzono mnie, że sobie drwię z obu stronnictw; tak iż wpadłem w szpetną kabałę u samych wrót miasta; znowuż kosztowało mnie sporo cekinów, aby się pozbyć obu baranów.