Panurg: A za tym drugim razem jak wam się z tym dzieje?
Wiatraczek: Jak mi los przeznaczył.
Panurg: Ależ przecie, mówiąc po prostu, dobrze wam z tym?
Wiatraczek: To nie jest wykluczone.
Panurg: Na rany boskie, na brzemię świętego Krzysztofa, toć łatwiej wydobyć pierdnięcie ze zdechłego osła, niż z was jakąś dorzeczną odpowiedź. Ale przecie was dostanę! No kumie, dajmyż diabłu po nosie, powiedzmyż raz w życiu prawdę. Byliście kiedy rogalem? Mówię: wy; ten co tu stoi, a nie tamten wy, co tam na placu gra w piłkę.
Wiatraczek: Nie, jeśli mi to nie było przeznaczone.
Panurg: Na mój honor, daję za wygraną; na mą cześć, kwituję z procesu; na me sumienie, umywam ręce. Dał mi rady.
Na te słowa Gargantua powstał i rzekł:
— Pochwalone niech będzie imię pańskie za wszystko dobre. Wedle tego, co widzę, to się ze świata zrobił wesoły kwiatek od czasu, jak go pamiętam. Tyleśmy drogi ujechali? Zatem dzisiaj najuczeńsi i najbystrzejsi filozofowie wstąpili do cechu i do szkoły pyrrhończyków, aporetyków648, sceptyków i ephektyków? Chwałaż Panu na wysokościach! Zaiste niezadługo już będzie można chwytać lwy za czuprynę; konie za grzywę; bawoły za pyski; byki za rogi; wilki za ogon; capy za brodę; ptaki za nogi; ale nigdy nie ujmie się takiego filozofa za słowo. Bywajcie, moi przyjaciele, z panem Bogiem.
Powiedziawszy te słowa, opuścił zebranie. Pantagruel i inni chcieli go przeprowadzić, ale nie zezwolił na to.