Panurg: Czekajcież. Skoro w tym miejscu nie mogę z was krwi utoczyć, puszczę wam z innej żyły. Jesteście żonaci czy nie?

Wiatraczek: Ani jedno, ani drugie i oba naraz.

Panurg: Święci niebiescy, ratujcież nas! Siódme poty już na mnie biją, czuję, jak mi się flaki wywróciły na nice. Wszystkie moje freny, metafreny i diafragmy kurczą się i rozciągają, aby zainkornifistybulować do ładownicy mego pojęcia to, co wy mi gadacie i odpowiadacie.

Wiatraczek: To mnie nie obchodzi.

Panurg: Rżnijcie śmiało, d...ą całą. Jesteścież, kumotrze, żonaci?

Wiatraczek: Coś niby.

Panurg: Byliście nim już przedtem?

Wiatraczek: Możebne.

Panurg: Dobrze wam to płużyło za pierwszym razem?

Wiatraczek: Nie jest niemożliwe.