Panurg: A gdybyście ją znali?

Wiatraczek: Tym bardziej.

Panurg: Hej no, paziku, kochanku, masz tu moją czapkę: daruję ci ją, uważaj na okulary, i idź na dziedziniec wykląć się kwandransik za mnie. Ja w zamian poklnę za ciebie, kiedy tylko zechcesz. Ale kto mi przyprawi rogi?

Wiatraczek: Ktoś.

Panurg: Do kroćset byczych ogonów, poczekaj, już ja ci natrę uszu, panie ktosiu.

Wiatraczek: Tak powiadasz.

Panurg: Niechże mnie zaraz porwie diasek z czarnym białkiem w oku, jeśli nie zamknę mojej żony na kłódkę bergameńską, ile razy tylko wydalę się z mego seraju.

Wiatraczek: Mówcież przyzwoiciej.

Panurg: Us...ć się kwiatem różanym na przyzwoite mówienie. Dojdźmyż do jakiejś rezolucji.

Wiatraczek: Nie mam nic przeciwko temu.