Inny znowuż pozdrawiał swoją, mówiąc: „Szczęść Boże, mój strączku”. Ona odparła: „Pomagaj Bóg, mój groszku”.

— Można odtąd mówić — rzekł Gymnastes — „Szczęśliwy, jak groch w strączkach”.

Inny jakiś obwieś spod ciemnej gwiazdy, krocząc na wysokich drewnianych chodakach, spotkawszy grubą, krótką i tłustą dziewczynę, rzekł jej: „Niech Bóg cię strzeże, mój bączku”. Odparła mu ostro: „Nawzajem, mój harapie”.

— Święci niebiescy — rzekł Ksenomanes — czy jest harap dość zwinny, aby zakręcić tym oto bączkiem?

Pewien fircyk, pięknie wyczesany i utrefiony, porozmawiawszy jakiś czas z dostojną panienką, żegnając się z nią, rzekł:

— Serdecznie dzięki, dobra mino.

— I tobie nawzajem, licha gro.

— Przy lichej grze dobra mina — rzekł Pantagruel — to wcale przyzwoite powinowactwo.

Jakiś szkolarz wędrowny, przechodząc, rzekł do młodego dziewczątka:

— Ho, ho, ho! wieki cię nie widziałem, mój saku.