Szlachetny Lautrec, widząc, iż oczy Maura zwracają się mimo woli ku mieczowi Boabdila, rzekł:

— Rycerzu, gdybym był wiedział, iż zaszczycisz ucztę swym przybyciem, nie byłbym cię przyjął tutaj. Zwykła to rzecz postradać szpadę: patrzyłem na to, jak najdzielniejszy z królów oddał swoją szczęśliwemu wrogowi.

— Och! — wykrzyknął Maur, zasłaniając twarz połą szaty — można ją postradać jak Franciszek I; ale jak Boabdil!...

Zapadła noc, wniesiono pochodnie; rozmowa potoczyła się innym torem. Obecni poprosili don Carlosa, aby opowiedział odkrycie161 Meksyku. Prawił o tym nieznanym świecie z przepychem wymowy wrodzonym Hiszpanom. Opowiadał o nieszczęściach Montezumy162, o obyczajach Amerykanów, o cudach kastylskiej dzielności, a nawet o okrucieństwach rodaków, które nie wydzierały z jego ust ani nagany, ani pochwały. Opowieści te zachwycały Aben-Hameta, którego arabska krew ujawniała się w namiętności do cudownych historii. On sam z kolei nakreślił obraz ottomańskiego cesarstwa, świeżo ugruntowanego na ruinach Konstantynopola163; westchnął przy tym za pierwszym cesarstwem Mahometa164, za szczęśliwym czasem, kiedy koło Naczelnika Wiernych165 błyszczała Zobeida166, Kwiat Piękności, Krzepkie Serce, Udręka i ów generał Ganem, niewolnik z miłości167.

Lautrec wreszcie odmalował rozkoszliwy168 dwór Franciszka I, sztuki odradzające się na łonie barbarzyństwa, honor, wiarę, rycerstwo dawnych czasów zjednoczone z dwornością cywilizowanego wieku oraz galijskie169 damy, podnoszące bogactwo strojów ateńskim wykwintem.

Po tych gawędach Lautrec, chcąc zabawić boginię festynu, wziął gitarę i zaśpiewał romancę, którą ułożył na nutę śpiewaną w górach w jego stronach170:

Z jaką dziwną rozkoszą przywykłem

Wracać myślą w me rodzinne strony,

Francjo, kraju dzieciństwa stracony,

Choć w marzeniu ukołysz mnie nikłem.