O Heleno, stracona przed laty,

Gdzieś ty? wszystko co drogie przepadło!

Próżno wzdycham i z twarzą pobladłą

Wzgórza, drzewa wspominam i kwiaty;

Tęsknię, kocham cię, kraju daleki,

Na wieki...

Kończąc ostatnią strofkę, Lautrec otarł rękawiczką łzę, którą wycisnęło mu wspomnienie lubej Francji. Aben-Hamet, który, tak samo jak Lautrec, opłakiwał utratę ojczyzny, odczuł żywo żale pięknego jeńca. Gdy go namawiano, aby ujął z kolei gitarę, wymówił się, powiadając, iż umie tylko jedną romancę, która chrześcijanom nie byłaby zbyt miłą.

— Jeżeli to niewierni biadają w niej nad naszymi zwycięstwami — odparł wzgardliwie don Carlos — możesz śpiewać; łzy dozwolone są pobitym.

— Tak — rzekła Blanka. — Dlatego nasi ojcowie, jęczący niegdyś pod jarzmem Maurów, zostawili nam tyle pieśni.

Aben-Hamet zaśpiewał tedy tę balladę, której nauczył się od poety z plemienia Abenserażów: