Każdy, ścirpiawszy kaźń nieznośną,

Na końcu będzie tak zwiedziony

Iak ia, co wszędy zwą mnie głośno:

Miłośnik z hańbą przepędzony.

LX

Precz od się ścigam iuż Amory,

Plwam na obłudne te nadzieie;

Mógłby człek skapieć121 oney pory,

Ni ie to ziąbi, ani grzeie.

Na kołku wieszam me narzędzie,