— Kocham go wciąż tak samo — odparłam — i będę miłować aż do śmierci. Nie wiem, czy wasze prawa zezwalają na miłość w ten sam sposób, ale nasze obyczaje i moje serce tego mi zabraniają. Proszę się zadowolić uczuciami, które panu obiecuję, nie mogę mieć innych. Prawda jest mi droga, wypowiadam ją tutaj bez wybiegów.

— Z jaką zimną krwią dobijasz mnie pani! — wykrzyknął. — Ach, Zilio! Ależ panią kocham, skoro wielbię nawet tę okrutną szczerość. Cóż — ciągnął dalej po kilku chwilach milczenia — moja miłość przezwycięży okrucieństwo. Pani szczęście jest mi droższe od mego własnego. Proszę mówić do mnie z tą szczerością, która rozdziera moje serce. Jaką nadzieję żywi pani wobec miłości, którą zachowuje dla Azy?

— Niestety — odrzekłam — nadzieję mam tylko w panu!

Wyjaśniłam mu następnie, jak się dowiedziałam, że połączenie z Indiami61 jest możliwe. Powiedziałam, że łudziłam się, iż zdobędzie środki na mój powrót albo że zechce dostarczyć Ci moje węzełki powiadamiające o mojej sytuacji i że przekaże mi Twą odpowiedź. Wtedy wiedząc, co się z Tobą dzieje, mogłabym zdecydować o swoim losie.

— Podejmę środki konieczne dla odkrycia sytuacji pani ukochanego — rzekł z udawanym chłodem — będzie pani zadowolona. Jednak na próżno łudzi się pani, że zobaczy znów szczęsnego Azę, dzielą was przeszkody nie do pokonania.

Te słowa, kochany Azo, ugodziły mnie w serce śmiertelnym ciosem. Wylewałam łzy, które długo nie pozwalały mi odpowiedzieć Déterville’owi, a on zachowywał posępne milczenie.

— No cóż — rzekłam mu wreszcie — nie ujrzę go już, ale i tak będę żyła dla niego. Jeśli przyjaźń jest na tyle szlachetna, że znajdzie pan dla nas sposób, byśmy się porozumieli, to takie zadowolenie wystarczy, uczyni moje życie znośniejszym. Umrę szczęśliwa, byleby tylko mi pan obiecał, że zawiadomi Azę, iż kochałam go do śmierci.

— Ach! Tego za wiele — wykrzyknął, wstając raptownie. — Tak, jeśli to możliwe, będę jedynym nieszczęśnikiem. Pozna pani serce, którym gardzi, zobaczy pani, do jakich wysiłków zdolna jest miłość taka jak moja i sprawię przynajmniej, że się pani nade mną użali.

Mówiąc te słowa, wyszedł i zostawił mnie w stanie, którego do tej pory nie rozumiem. Stałam z oczami utkwionymi w drzwiach, przez które Déterville się oddalił, pogrążona w zamęcie myśli, których nie próbowałam nawet rozeznać. Pozostałabym tak długo, gdyby Celina nie weszła do rozmównicy.

Zapytała mnie zaraz, dlaczego Déterville wyszedł tak wcześnie. Nie kryłam przed nią tego, co wydarzyło się między nami. Najpierw zmartwiła się tym, co nazwała nieszczęściem swego brata. Potem obróciła swój ból w złość, stawiając mi najcięższe zarzuty, a ja nie mogłam się sprzeciwić ani jednym słowem. Cóż mogłabym jej powiedzieć? Moje wzburzenie nie pozwalało mi myśleć. Wyszłam, ona za mną nie podążyła. Schroniłam się w swym pokoju, zostałam tam cały dzień, nie śmiąc się pokazać, bez nowin od nikogo, w chaosie myśli, który nie pozwolił nawet do Ciebie pisać.