— Te słowa — rzekłam trochę onieśmielona żywością, z jaką wypowiedział ostatnie zdanie — te wyrazy mają, jak sądzę, dać do zrozumienia, że jest mi pan drogi, że zajmuje mnie pana los, że przyjaźń i wdzięczność mnie do pana przywiązują. Uczucia te podobają się memu sercu i powinny zadowolić pańskie serce.
— Ach, Zilio! — odparł. — Jakże te wyrazy słabną! Jak się oziębił ton głosu! Czyżby Celina powiedziała mi prawdę? Czy to nie do Azy czuje pani wszystko, o czym mówi?
— Nie — rzekłam — uczucie, jakie żywię do Azy, różni się zupełnie od tego, które mam dla pana, to jest to, co wy zwiecie miłością... Jakie to może być dla pana zmartwienie? — dodałam, widząc, jak blednie, odchodzi od kraty i wznosi do nieba spojrzenia pełne cierpienia. — Darzę Azę miłością, bo on mnie kocha i mieliśmy być połączeni. Nie ma to nic wspólnego z panem.
— Ależ ma: to jest to samo — wykrzyknął — co znajduje pani między sobą a nim, ponieważ mam tysiąc razy więcej miłości, niż on kiedykolwiek odczuwał.
— Jak to byłoby możliwe? — odparłam. — Nie należy pan do mojego narodu, nie wybrał mnie na żonę, przypadek nas złączył i dopiero teraz możemy swobodnie się porozumiewać. Z jakiej przyczyny miałby pan dla mnie uczucia, o których mowa?
— Czyż trzeba innych powodów, jak pani powaby i charakter, by przywiązać mnie do pani aż do śmierci? — odrzekł. — Od urodzenia czuły, flegmatyczny, wrogi sztuczności, nie umiałem dotrzeć do serc kobiecych i obawiałem się, że nie znajdę w nich szczerości, której oczekiwałem, żywiłem więc do nich uczucia słabe lub przelotne, żyłem bez namiętności aż do chwili, gdy panią poznałem. Uderzyła mnie pani uroda, ale jej wrażenie byłoby może równie ulotne, jak w wielu innych przypadkach, gdyby łagodność i szczerość pani charakteru nie przedstawiły mi obrazu ideału, który wyobraźnia tak często mi podsuwała. Wie pani, Zilio, jak szanowałem ten ideał. Ileż mnie kosztowało, by nie ulec kuszącej sposobności, jaką umożliwiała zażyłość podczas długiej żeglugi! Ile razy pani niewinność byłaby wystawiona na moje żądze, gdybym im uległ? Ale daleki byłem od znieważenia pani, posunąłem się w swej dyskrecji do milczenia, nawet nakazałem siostrze, by nie mówiła pani o mojej miłości, chciałem wszystko zawdzięczać samemu sobie. Ach, Zilio! Jeśli nie wzrusza pani tak czuły respekt, odejdę, ale czuję, że śmierć będzie ceną tego poświęcenia.
— Pana śmierć! — wykrzyknęłam, przeszyta szczerą boleścią, która go przygnębiła. — Biada! Co za poświęcenie! Nie wiem, czy nie milsza by mi była ofiara z własnego życia.
— No dobrze, Zilio — rzekł. — Jeśli moje życie jest pani drogie, rozkaż, bym żył!
— Co mam uczynić? — odpowiedziałam.
— Kochać mnie — powiedział — tak, jak miłuje pani Azę.