Nic dziwnego, mój kochany Azo, że skutkiem lekkomyślności Francuzów jest niekonsekwencja, ale nie przestaje mnie zdumiewać to, że dysponując takim światłym rozumem, zdają się nie zauważać szokujących sprzeczności, które obcy zauważają u nich od pierwszego wejrzenia.

Spośród dużej liczby tych uderzających mnie codziennie rozbieżności, żadna nie hańbi bardziej umysłu, niż sposób myślenia o kobietach. Francuzi, mój kochany Azo, szanują je i zarazem równie mocno nimi pogardzają.

Pierwsza zasada ich kurtuazji lub, jeśli wolisz, ich cnoty (bo do tej pory nie odkryłam u nich innej) dotyczy kobiet. Mężczyzna wysoko urodzony winien okazywać względy wobec kobiety najniższego stanu, gdyby ją osobiście znieważył, okryłby się hańbą i tak zwaną śmiesznością. A przecież najmniej znaczny, najmniej szanowany mężczyzna może zdradzić kobietę cnotliwą, oczernić jej reputację oszczerstwami, nie obawiając się kary ani potępienia.

Gdybym nie była przekonana, że niebawem sam to ocenisz, czy śmiałabym odmalować Ci kontrasty, których nasze proste umysły nie mogą pojąć? Posłuszny prawom natury, nasz rozum nie sięga dalej niż ona. Uważamy, że siła i odwaga jednej płci wskazywały, iż ma zostać podporą i obrońcą drugiej, nasze prawa są do tego dostosowane68. Tutaj dalecy są od współczucia dla słabości kobiet z ludu, które przytłoczone pracą nie są odciążane przez prawa ani przez mężów. Kobiety z wyższych sfer, zabawki dla uwodzicielskich lub podłych mężczyzn, mogą odpłacić się za ich perfidię jedynie pozorami całkiem urojonego szacunku, zawsze połączonego z szyderczą satyrą.

Spostrzegłam, wchodząc do tej socjety, że zwyczajowe krytykanctwo dotyczyło głównie kobiet oraz że mężczyźni tylko oględnie okazywali wobec siebie pogardę. Szukałam przyczyn tego w zaletach panów, kiedy przypadek dał mi odkryć, że chodzi o ich wady.

We wszystkich domach, w których bywaliśmy od dwu dni, opowiadano o śmierci młodzieńca zabitego przez jednego z przyjaciół i pochwalano to barbarzyństwo, z jednego jedynego powodu — zmarły mówił przedtem źle o żyjącym. To nowe dziwactwo wydało mi się na tyle poważne, że chciałam je zgłębić. Zasięgnęłam języka i dowiedziałam się, mój kochany Azo, że mężczyzna zmuszony jest narazić swoje życie, aby uśmiercić tego, kto wypowiadał się o nim niepochlebnie, natomiast musi opuścić socjetę, jeśli odmawia dokonania tak okrutnej zemsty. Nie trzeba mi było więcej, żeby otworzyć oczy na to, czego szukałam. Jest jasne, że mężczyźni, z natury podli, bez wstydu i wyrzutów, obawiają się jedynie kar cielesnych. Gdyby kobiety były upoważnione do karania za zniewagi w sposób, w jaki mężczyźni muszą mścić się za najlżejszą obelgę, ten, który jest teraz przyjmowany w towarzystwie już by nie żył, albo zbiegłby na pustkowie i skrywałby tam swój wstyd i perfidię. Nieprzyzwoitość i bezczelność całkowicie górują u młodzieńców zwłaszcza, gdy niczego nie ryzykują. Powód ich postępowania z kobietami nie potrzebuje innego wyjaśnienia. Nie widzę jednak jeszcze podstawy ich wewnętrznej pogardy, którą zauważyłam w prawie wszystkich umysłach, spróbuję to odkryć, jest to w moim własnym interesie. O kochany mój Azo! Jakże cierpiałabym, gdybyś po przybyciu tutaj usłyszał o mnie to, co opowiadają o innych kobietach.

List XXXIV

Potrzebowałam dużo czasu, mój kochany Azo, aby zgłębić przyczynę pogardy, którą tu powszechnie żywi się wobec kobiet. Wreszcie sądzę, że odkryłam ją w słabym związku między tym, czym one są, z wyobrażeniem tego, czym powinny być. Chciano, jak gdzie indziej, żeby miały zalety i cnotę. Ale to natura musiałaby je takimi stworzyć, bo edukacja, którą otrzymują, tak bardzo odbiega od założonego celu, że wydaje mi się ona być arcydziełem francuskiej niekonsekwencji.

Wiadomo w Peru, kochany Azo, że aby przygotować istoty ludzkie do praktykowania cnót, należy wpoić im od dziecka odwagę i pewne męstwo, które kształtują stanowczy charakter. Nie znają tego we Francji. W pierwszych latach życia dzieci wydają się być przeznaczone jedynie do zabawiania rodziców i opiekunów. Wygląda na to, że dorośli chcą wyciągnąć hańbiące korzyści z tego, że dzieci będą niezdolne do poznawania prawdy. Oszukują je na temat tego, czego nie widzą. Dają im fałszywe pojęcia o tym, co przedstawia się ich zmysłom i śmieją się niemiłosiernie z ich omyłek. Potęgują ich naturalną wrażliwość i słabość poprzez infantylne współczucie dla drobnych wypadków, które im się przytrafiają — zapomina się, że mają wydorośleć.

Nie wiem, jakie są następstwa edukacji, jaką ojciec daje synowi, nie dopytywałam się o to. Ale wiem, że od chwili, gdy dziewczynki są zdolne pobierać nauki, zamyka się je w klasztorach, aby nauczyć je życia w społeczeństwie. Powierza się oświecanie umysłu osobom, którym trudno byłoby zarzucić, że mają go w nadmiarze, którym ponadto brak zdolności do kształtowania sfery uczuć, nieznanych im samym.