Byłam zbyt zakłopotana, kochany mój Azo, żeby odpowiedzieć na pochwały, na które tak mało zasłużyłam. Zresztą wszystko, co się działo, wyglądało tak prawdopodobnie, że chwilami nie mogłam się oprzeć wierze w to, co przecież wydawało się niewiarygodne. Ta myśl zrodziła mnóstwo innych, byłam tak przejęta, że nie mogłam wymówić ani jednego słowa. Moje zakłopotanie było zabawne dla towarzystwa, ale dla mnie tak żenujące, że wzruszyło Déterville’a. Dał znak siostrze, która rozdawszy wieśniakom i dziewczętom kilka sztuk złota ze słowami, że były to pierwsze dobre uczynki z mojej strony, wstała i zaproponowała przechadzkę po lesie. Poszłam za nią z przyjemnością, licząc na możliwość zrobienia jej wyrzutów za wpędzenie mnie w taką konfuzję, ale nie miałam na to czasu. Ledwo zrobiliśmy kilka kroków, gdy zatrzymała się, patrząc na mnie z roześmianą twarzą:
— Proszę przyznać, Zilio, bardzo się pani na nas gniewa, a będzie jeszcze bardziej zagniewana, gdy powiem, że naprawdę ta ziemia i ten dom należą do pani.
— Do mnie? — wykrzyknęłam. — Ach, Celino! Czy to jest to, co mi pani obiecała? Za daleko posunęła pani zniewagę albo żart.
— Zaraz — odparła poważniej. — Czy bardziej by nas pani znienawidziła, gdyby mój brat zadysponował częścią waszych skarbów po to, by wszystko nabyć? I gdyby wziął na siebie kłopotliwe formalności, pozostawiając pani jedynie niespodziankę? Czyżby nie mogła nam pani wybaczyć, że wystaraliśmy się o posiadłość taką, jaka mogła się pani spodobać, a także o zapewnienie niezależnej egzystencji? Dziś rano podpisała pani autentyczny akt, który czyni ją posiadaczką jednego i drugiego. Proszę nas teraz besztać, ile się pani podoba — dodała ze śmiechem — jeśli z tego wszystkiego nic nie jest jej miłe.
— Ach, moja wspaniała przyjaciółko! — wykrzyknęłam, rzuciwszy się jej w ramiona. — Zbyt żywo odczuwam tę szlachetną troskliwość, by wyrazić moją wdzięczność.
Nie byłam w stanie więcej wypowiedzieć, zbyt głęboko odczuwałam wagę takiej przysługi. Wzruszona, przejęta, w radosnym uniesieniu myślałam o przyjemności, z jaką poświęcę Ci tę uroczą siedzibę, ale natłok uczuć tłumił ich okazanie. Tuliłam Celinę z tkliwością, którą mi odwzajemniała. Zostawiła mi czas, bym ochłonęła, po czym dołączyłyśmy do jej brata oraz męża.
Na widok Déterville’a znowu się wzruszyłam i wydukałam coś niewyraźnie. Wyciągnęłam do niego rękę, ucałował ją bez słowa i odwrócił się, by ukryć łzy, których nie mógł powstrzymać, a które ja wzięłam za oznakę zadowolenia z mojej radości, co rozrzewniło mnie do łez. Mąż Celiny, mniej niż my przejęty tym, co się działo, skierował wkrótce rozmowę na żartobliwe tory. Złożył mi gratulacje z powodu nowej godności i nakłonił nas do powrotu do domu, żeby — jak powiedział — przyjrzeć się jego defektom i wykazać Déterville’owi, że jego gust nie jest tak pewny, jak o tym sądzi.
Wyznam Ci, najdroższy mój Azo, że wszystko, co zobaczyłam po drodze wydawało mi się przybierać nowy kształt, kwiaty zdawały się piękniejsze, drzewa bardziej zielone, symetria ogrodu lepiej ułożona. Dom wydał mi się powabniejszy, meble bogatsze, każdy drobiazg stał się godny uwagi.
Przeszłam się po apartamentach w radosnym upojeniu niepozwalającym niczemu się dokładnie przyjrzeć. Jedynym miejscem, w którym się zatrzymałam, był dość duży pokój otoczony misternie zdobioną złotą kratą. Było w nim nieskończenie wiele książek o różnych kształtach i kolorach. Stałam zauroczona, wydawało mi się, że nie będę mogła ich opuścić zanim wszystkich nie przeczytam. Celina oderwała mnie od nich, przypominając o złotym kluczu, który przekazał mi Déterville. Posłużyłam się tym kluczem, żeby pospiesznie otworzyć wskazane mi drzwi. Stanęłam jak wryta na widok wspaniałości, które się tam znajdowały.
Był to gabinet cały błyszczący od luster i obrazów. Na zielonym tle wykładzin odmalowano nadzwyczaj udatnie figury naśladujące igrzyska i ceremonie miasta Słońca, mniej więcej tak, jak je opisałam Déterville’owi.