Gdyby nie był pan najszlachetniejszym człowiekiem, byłabym najbardziej upokorzoną istotą. Gdyby nie miał pan najtkliwszej duszy, serca najwrażliwszego, czyż to panu wyznawałabym moją hańbę i rozpacz? Niestety! Czegóż się jeszcze obawiam? Kogo mam oszczędzać? Wszystko jest dla mnie stracone.

To nie utraty wolności, godności ani ojczyzny najbardziej żałuję, nie zgryzoty niewinnej miłości wyciskają mi łzy. To pogwałcona przysięga, to wzgardzona miłość rozdzierają mi serce. Aza jest niewierny!

Aza niewierny! Jaką moc mają te straszne słowa dla mojej duszy... krew zastyga... potok łez...

Nauczyłam się doświadczać niedoli od Hiszpanów, ale ostatnia z nich jest najdotkliwsza. To oni pozbawili mnie serca Azy, to ich okrutna religia zezwala na występek, który on popełnia, to ona akceptuje, nakazuje niewierność, perfidię, niewdzięczność, ale zakazuje miłości między krewnymi. Gdybym była cudzoziemką, nieznajomą, Aza mógłby mnie kochać, lecz łączące nas więzy krwi każą mu mnie opuścić, odebrać mi życie bez wstydu, żalu, wyrzutu.

Niestety! Bez względu na osobliwość tej religii, gdyby trzeba było ją przyjąć dla odzyskania ukochanego, którego mi zabrała, poddałabym swój umysł jej iluzjom. Rozgoryczona poprosiłam, by mnie przyuczono. Moje łzy nie zrobiły na nikim wrażenia. Nie mogę zostać przyjęta do tak czystej społeczności bez rezygnacji z pobudek, które mną kierują, bez odrzucenia mojej miłości, to znaczy, bez zmiany całej egzystencji.

Przyznaję, ta skrajna surowość uderza mnie i oburza. Nie mogę wprawdzie odmówić niejakiej czci wobec prawa, które w każdej innej kwestii wydaje mi się tak czyste i mądre, ale czy jest w mojej mocy je przyjąć? A gdybym to uczyniła, jaką miałabym z tego korzyść? Aza mnie już nie kocha. Ach, nieszczęsna...

Aza zachował z czystości naszych obyczajów jedynie szacunek dla prawdy, z czego robi teraz straszny użytek. Oczarowany wdziękami młodej Hiszpanki, jest gotów połączyć się z nią. Zgodził się przybyć do Francji, jedynie by uwolnić się od przysięgi, którą mi kiedyś złożył, by nie zostawić mi żadnych złudzeń co do swych uczuć i oddać mi wolność, której nienawidzę; by odebrać mi życie.

Tak, na próżno oddaje mnie samej sobie. Moje serce należy do niego i pozostanie tak aż do śmierci.

Moje życie należy do niego, niech mi je odbierze i niech mnie kocha...

Wiedział pan o moim nieszczęściu. Dlaczego uwiadomił mnie pan o tym jedynie w połowie? Dlaczego pozwolił mi pan przeczuwać coś tylko i podejrzewać, przez co byłam wobec pana niesprawiedliwa? Och, dlaczego wyrzucam to panu? Nie uwierzyłabym. Zaślepiona, uprzedzona, sama biegłabym naprzeciwko mojej zgubnej doli, zaprowadziłabym jej ofiarę do mej rywalki, byłabym teraz... O bogowie! Uwolnijcie mnie od tego strasznego obrazu!...