Mój pogląd ogólny. Twierdzenie pierwsze: człowiek jako gatunek nie czyni postępów. Osiąga się wprawdzie typy wyższe, lecz nie są one trwałe. Poziom gatunku nie podnosi się.

Twierdzenie drugie: człowiek jako gatunek w porównaniu z jakimkolwiek innym zwierzęciem nie przedstawia postępu. Cały świat zwierzęcy i roślinny nie rozwija się od stopni niższych do wyższych... Lecz wszystko dzieje się społem, nieładem, wbrew i spornie. Bogatsze i bardziej złożone formy — ponieważ wyrażenie „typ wyższy” nie oznacza nic więcej — przepadają łatwiej: tylko najniższe zachowują charakter pozornie nieprzemijający. Pierwsze osiąga się rzadko i z trudem utrzymują się one na wyżynie: drugie mają za sobą kompromitującą płodność. I w ludzkości także typy wyższe, szczęśliwe wypadki rozwoju przy sprzyjających i niesprzyjających okolicznościach giną łatwo. Wystawione są one na wszelkiego rodzaju décadence: są krańcowe i przez to samo już niemal décadents... Krótkotrwałość piękności, geniusza, cezara jest sui generis: coś podobnego nie dziedziczy się. Typ przechodzi dziedzicznie; typ nie ma nic krańcowego, nie jest „wypadkiem szczęśliwym”... Przyczyna tego nie tkwi w szczególniejszym fatalizmie, w „złej woli” natury, lecz po prostu w pojęciu „typu wyższego”: typ wyższy przedstawia bez porównania większą złożoność — większą sumę skoordynowanych elementów: wskutek tego dyzagregacja staje się bez porównania prawdopodobniejsza. „Geniusz” jest maszyną najszczytniejszą, jaka istnieje — skutkiem tego najkruchszą.

Twierdzenie trzecie. Oswojenie („kultura”) człowieka nie sięga głęboko... Gdzie sięga głęboko, natychmiast staje się zwyrodnieniem (typ: chrześcijanin). Człowiek „dziki” (lub wyrażając się słowami moralności: człowiek zły) jest powrotem do natury — i, w pewnym znaczeniu, powrotem do zdrowia, uleczeniem z „kultury”...

324.

Anty-Darwin. Co mnie najbardziej zadziwia, kiedy czynię przegląd wielkich doli człowieczych, to że zawsze widzę przed oczyma przeciwieństwo tego, co dziś widzi lub chce widzieć Darwin i jego szkoła: dobór na korzyść silniejszych, lepiej udanych, postęp gatunku. Uderza jednak w oczy: usuwanie wypadków szczęśliwych, bezpożyteczność typów lepiej udanych, nieuniknione panowanie typów średnich, nawet niższych niż średnie. Chyba że nam wskażą przyczynę, czemu człowiek stanowi wyjątek między stworzeniami, inaczej skłaniam się ku przesądowi, że szkoła Darwina omyliła się. Owa wola mocy, w której rozeznaję ostatnią przyczynę i charakter wszelkich zmian, daje nam klucz do rąk, dlaczego nie odbywa się dobór na korzyść wyjątków i przypadków szczęśliwych: najsilniejsi i najszczęśliwsi są słabi, jeśli mają przeciw sobie zorganizowane instynkty stadne, jeśli mają przeciw sobie płodność słabych, liczbę przeważającą. Mój pogląd ogólny na świat wartości wykazuje, iż między najwyższymi wartościami, wzniesionymi obecnie nad ludzkością, przewagę posiadają nie wypadki szczęśliwe, typy wyborowe: raczej typy décadence — być może, nie ma w świecie nic bardziej interesującego, jak to niepożądane widowisko...

Jakkolwiek brzmi to dziwnie: trzeba zawsze stawać w obronie silnych przeciw słabym; szczęśliwych przeciw nieudanym; zdrowych przeciw zwyrodniałym i dziedzicznie obciążonym. Jeśli się chce realność sformułować jako moralność, tedy moralność ta brzmi: ludzie średni są warci więcej niż wyjątkowi; twory décadance więcej niż średnie; wola nicości posiada przewagę nad wolą życia — i cel powszechny, wyrażając się po chrześcijańsku, buddystycznie, po schopenhauerowsku brzmi: „lepiej nie być, niż być”.

Przeciw formułowaniu realności jako moralności buntuję się: oto dlaczego nienawidzę chrześcijaństwa nienawiścią śmiertelną, iż stworzyło słowa i gesty wzniosłe, żeby przerażającą rzeczywistość osłonić płaszczem prawa, cnoty, boskości... Widzę wszystkich filozofów, widzę naukę na klęczkach przed realnością walki o byt, która jest odwróceniem tego, co poucza szkoła Darwina — mianowicie widzę wszędzie przewagę i ostawanie się tych, którzy życie, którzy wartość życia kompromitują. Błąd szkoły Darwina stał się dla mnie problematem: jak można być tak ślepym, żeby tutaj właśnie widzieć błędnie?... Iż gatunki przedstawiają postęp, jest najniedorzeczniejszym twierdzeniem na świecie: tymczasem przedstawiają one tylko poziom. Żeby organizmy wyższe miały się rozwinąć z niższych, dotychczas nie zostało potwierdzone żadnym wypadkiem. Widzę, że organizmy niższe otrzymują przewagę dzięki ilości, dzięki przebiegłości, dzięki chytrości — nie widzę, w jaki sposób zmiana przypadkowa może przynosić korzyść, przynajmniej w ciągu tak długiego czasu: ponieważ wtedy znalazłby się motyw do objaśnienia, dlaczego przypadkowa zmiana stała się tak silną.

„Okrucieństwo przyrody”, o którym się tyle mówi, znajduję gdzie indziej: okrutną jest ona względem swych dzieci szczęścia, oszczędza, chroni i miłuje les humbles181.

In summa182. Wzrost mocy gatunku mniej gwarantuje przewaga jednostek udanych, silnych niż przewaga typów średnich i niższych... W tych ostatnich wielka płodność jest trwałością; wraz z pierwszymi wzrasta niebezpieczeństwo, szybkie spustoszenie, rychłe zmniejszenie liczby.

III. Wola mocy jako moralność