O naszej muzyce nowoczesnej. Zubożenie melodii jest tym samym, co zubożenie „idei”, dialektyki, swobody ruchu najbardziej duchowego — prostactwo i przeładowanie, które w swym rozwoju dochodzą do nowych przedsięwzięć hazardownych22 i nawet do zasad; ostatecznie ma się jeno zasady swego uzdolnienia, swej ograniczoności uzdolnienia.
„Muzyka dramatyczna” nonsens! To jest po prostu muzyka zła... „Uczucie”, namiętność, jako surogaty, kiedy nie potrafi się już osiągnąć wysokiej duchowości i szczęścia tejże (np. Voltaire’a). Technicznie wyrażone „uczucie”, „namiętność” są łatwiejsze — wymagają w założeniu znacznie uboższych artystów. Zwrot do dramatu zdradza, że artysta czuje się bardziej panem środków pozornych niż środków prawdziwych. Mamy malarstwo dramatyczne, lirykę dramatyczną itd.
60.
Podział na „publikę” i „cenakel”: w pierwszej trzeba być dzisiaj szarlatanem, w drugim chce się być wirtuozem i nic więcej! Nasi specyficzni „geniusze” tego stulecia, wielcy na obie strony, stoją ponad tym rozdziałem; wielka szarlataneria Wiktora Hugo i Ryszarda Wagnera, ale złączona w parę z taką dozą prawdziwego wirtuozostwa, że nawet i najbardziej wyrafinowanym na punkcie sztuki zadośćuczynili. Stąd brak wielkości: mają oni zmienną optykę, raz ze względu na potrzeby najbardziej prostackie, to znowuż ze względu na najbardziej wyrafinowane.
61.
Jeśli za genialność artysty będziemy uważać najwyższą swobodę w obrębie prawa, boską lekkość, lekkomyślność w rzeczach najtrudniejszych, to Offenbach ma jeszcze więcej prawa do nazwy „geniusza” niż Wagner. Wagner jest ciężki, ociężały: nic mu nie jest bardziej obcym niż chwile najswawolniejszej doskonałości, jaką ten arlekin Offenbach prawie w każdej ze swoich bouffoneries pięć, sześć razy osiąga. Ale może przez słowo geniusz godzi się co innego rozumieć.
62.
Ja rozróżniam odwagę wobec osób, odwagę wobec rzeczy i odwagę wobec papieru. Ostatnią była np. odwaga Dawida Straussa. Rozróżniam jeszcze raz odwagę wobec świadków i odwagę bez świadków: odwaga chrześcijanina, odwaga wierzącego w Boga w ogóle nie może być nigdy odwagą bez świadków — już przez to samo jest ona zdegradowaną. Rozróżniam w końcu odwagę z temperamentu i odwagę z bojaźni przed bojaźnią: szczególnym wypadkiem tego ostatniego gatunku jest odwaga moralna. Tu przychodzi jeszcze odwaga z rozpaczy.
Wagner miał tę odwagę. Jego położenie, co się tyczy muzyki, było w istocie rozpaczliwe. Brakowało mu obu rzeczy, które czynią zdatnym do tego, by być dobrym muzykiem: natury i kultury, przeznaczenia z góry na muzyka oraz karności i wyszkolenia w muzyce. Miał on odwagę: on stworzył z tego braku zasadę — wynalazł sobie rodzaj muzyki. „Muzyka dramatyczna”, jaką wynalazł, jest muzyką, którą on robić potrafił... jej pojęcie zakreśla granice Wagnerowi.
I zrozumiano go fałszywie! — Zrozumianoż go fałszywie?... Pięć szóstych artystów nowoczesnych jest w jego położeniu. Wagner ich ocalił: pięć szóstych jest zresztą „liczbą najmniejszą”. Za każdym razem, gdzie natura okazała się nieubłaganą i gdzie z drugiej strony kultura pozostała nadal przypadkiem, usiłowaniem, dyletantyzmem, artysta zwraca się teraz z instynktem, co ja mówię? z zachwytem do Wagnera: „na poły wabił go, na poły skoczył sam”, jak powiada poeta.