Chrześcijanizm. Czyj stosunek do chrześcijanizmu staje się dzisiaj dla mnie dwuznacznym, temu nie podaję ani małego palca żadnej z moich obu rąk. Na tym punkcie istnieje tylko jedna prawość: bezwarunkowe „nie”, „nie” ze strony woli i czynu... Kto potrafi wskazać mi jeszcze coś, przeciwko czemu byłoby więcej zbijających zarzutów, coś, co byłoby tak ostatecznie zasądzone przez wszystkie wyższe uczucia wartości, jak jest nim chrześcijanizm? Rozpoznanie w nim pokusy jako pokusy, poznanie w nim wielkiego niebezpieczeństwa, drogi do nicości, która umiała przedstawić się jako droga do boskości, rozpoznanie tych „wartości wieczystych” jako wartości oczerniających — czyż nie to stanowi naszą dumę, czyż nie to wyróżnia nas wobec dwóch tysiącoleci87?...
166.
Odwrócenie hierarchii. Pobożni fałszerze, kapłani stają się wśród nas czandalami88 — zajmują oni stanowisko szarlatanów, olejkarzy, fałszerzy monet, czarowników: uważamy ich za niszczycieli woli, za wielkich potwarców życia, żądnych zemsty nad nim, za buntowników między upośledzonymi. Z kasty służących, z sudrasów uczyniliśmy nasz stan średni, nasz „lud”, to, w czyim ręku znajduje się władza rozstrzygania w polityce.
Natomiast górą jest dawniejszy czandala: na czele są bluźniący Bogu, immoraliści, wszelkiego rodzaju włóczęgi, artyści, żydzi, grajkowie — w istocie wszystkie okrzyczane klasy ludzi — wznieśliśmy się na stanowisko rzemiosł zaszczytnych, co więcej, my oznaczamy, co jest za szczytem na ziemi, „wytwornością”... My wszyscy jesteśmy dzisiaj orędownikami życia. My immoraliści jesteśmy dzisiaj najsilniejszą władzą: inne wielkie władze potrzebują nas... my konstruujemy świat wedle swego obrazu.
Pojęcie czandali przenieśliśmy na kapłanów, na tych, którzy głoszą naukę o tamtym świecie, oraz na zrośnięte z nimi społeczeństwo chrześcijańskie z dodatkiem wszystkiego, co jest tego samego pochodzenia, pesymistów, nihilistów, romantyków współczucia, zbrodniarzy, występnych — na całą sferę, w której pojęcie „Bóg” jest wyobrażane jako zbawiciel...
Jesteśmy dumni z tego, że nie mamy już potrzeby być kłamcami, potwarcami, posądzaczami życia...
II. Moralność jako wyraz dekadencji
167. My, Hiperborejczycy (przedmowa)
1.
Jeśli skądinąd filozofami jesteśmy, my Hiperborejczycy, to w każdym razie bodaj że inaczej niż ongi bywało się filozofem. Zgoła nie jesteśmy moralistami... Nie wierzymy uszom swoim, gdy słyszymy ich, tych ludzi epoki minionej, jak mówią. „Tutaj jest droga do szczęścia” — z tym każden89 z nich przyskakuje do nas, niby z receptą w ręku i namaszczeniem w hieratycznej gębie. „Ale cóż nas szczęście obchodzi?” — pytamy całkiem zdumieni. „Tutaj jest droga do szczęścia — prawią dalej te święte krzykały diabelskie — a oto jest cnota, nowa droga do szczęścia”... Ależ pozwólcie, moi panowie! Cóż nas obchodzi zwłaszcza wasza cnota! Po cóż tedy tacy jak my idą w ustronie, stają się filozofami, nosorożcami, niedźwiedziami jaskiniowymi, widmami? Czyż nie po to właśnie, by pozbyć się cnoty i szczęścia? Z natury jesteśmy nazbyt szczęśliwi, nazbyt cnotliwi, by nie znajdować małej pokusy w tym, żeby się stać filozofami: to znaczy immoralistami i awanturnikami... Mamy do Labiryntu osobliwą ciekawość, staramy się usilnie o to, żeby zawrzeć znajomość z panem Minotaurem, o którym opowiadają rzeczy niebezpieczne: cóż zależy nam na waszej drodze wzwyż, na waszym powrozie, który wiedzie na zewnątrz? Który do szczęścia i cnoty wiedzie? Do was wiedzie, jak się tego obawiam... Wy chcecie waszym powrozem uratować nas? A my, my prosimy was usilnie, powieście się na nim!...