21.
Człowiek, jako ten, który mierzy. — Być może, że wszelka moralność ludzkości zawdzięcza swe powstanie niezmiernemu podnieceniu wewnętrznemu, jakie opanowało ludzi pierwotnych, kiedy odkryli miarę i mierzenie, wagę i ważenie. (Wyraz „człowiek” oznacza przecież to samo, co mierzący, chciał więc człowiek nazwać się od swego największego odkrycia!) Dzięki tym wyobrażeniom podnieśli się w dziedzinach, które nie dają się ani mierzyć, ani ważyć, lecz które pierwotnie nie zdawały się takimi.
22.
Zasada równowagi. — Rozbójnik i możny pan, obiecujący gminie, że będzie ją bronił przed rozbójnikami, są prawdopodobnie w gruncie rzeczy istotami podobnymi, tylko że drugi korzyść swą osiąga w sposób inny niż pierwszy: mianowicie przez daniny regularne, które gmina mu składa, nie zaś przez kontrybucje. (Jest to taki sam stosunek, jak między kupcem i rozbójnikiem morskim, którzy przez długi czas byli jedną i tą samą osobą: gdzie jedna funkcja nie wydawała się im roztropną, tam wykonywali drugą. Ba, w gruncie rzeczy nawet i teraz jeszcze wszelka etyka kupiecka jest tylko mądrzejszą etyką piratów: kupować jak najtaniej — jeśli można za same koszty produkcji — sprzedawać jak najdrożej.) Zasadniczą stroną kwestii jest: możny pan obiecuje utrzymywać równowagę przeciw rozbójnikom; dzięki temu słabi znajdują możność życia. Albowiem albo sami muszą się skupić w potęgę równoważną, albo poddać się temu, kto stanowi równowagę (i jemu za to, czego dostarcza, służby swoje oddawać). W ogóle przekłada85 się ten ostatni sposób postępowania, ponieważ w gruncie rzeczy trzyma w szachu dwie istoty niebezpieczne, pierwszą przez drugą i drugą widokami korzyści: ta ostatnia bowiem znajduje korzyść w tym, żeby ze swymi poddanymi obchodzić się łaskawie lub znośnie, żeby mogli wyżywić nie tylko siebie, lecz i swego władcę. W rzeczywistości może ona przy tym postępować zawsze jeszcze dość surowo i okrutnie: lecz w porównaniu z dawniejszą, ustawiczną możliwością zupełnej zguby, już w tym stanie ludzie oddychają lżej. — W początkach gmina jest organizacją słabych dla równowagi przeciw siłom grożącym niebezpieczeństwem. Byłaby bardziej pożądana organizacja w celu przewagi, jeśliby przy tym była dość silna, żeby potęgę wrogą mogła od razu zniweczyć: i kiedy chodzi o oddzielnych potężnych szkodników, usiłuje się to z pewnością uczynić. Lecz jeśli ten wróg jest głową plemienia lub posiada wielu sojuszników, szybkie i decydujące zniweczenie jest nieprawdopodobne i należy być przygotowanym na długotrwały stan wojenny: ten jednak pociąga za sobą stan najmniej pożądany dla gminy, ponieważ wskutek niego traci ona czas, konieczny na regularne zabiegi koło swoich środków utrzymania i widzi wynik wszelkiej pracy co chwila zagrożony. Dlatego gmina przekłada doprowadzenie swej siły obrony i napaści ściśle do takiej wysokości, na jakiej znajduje się potęga niebezpiecznego sąsiada, żeby mu dać do zrozumienia, że na jej szali równie wiele spiżu leży obecnie: czemuż by nie być wobec tego dobrymi przyjaciółmi ze sobą? — Równowaga jest przeto pojęciem bardzo ważnym w najdawniejszej nauce prawa i etyce; równowaga jest podstawą sprawiedliwości. Jeśli ta w epoce surowszej głosi: „oko za oko, ząb za ząb”, to przypuszcza, iż równowaga została osiągnięta i chce ją utrzymać za pomocą odpłaty: i w ten sposób, jeśli jeden popełni przestępstwo ze szkodą drugiego, to ten drugi nie ucieka się do zemsty w ślepym gniewie. Lecz za pomocą ius talionis86 przywraca się naruszoną równowagę między dwiema potęgami: albowiem w takich stanach pierwotnych oko jest jedną bronią więcej, przedstawia pewną siłę, jednym ciężarem więcej. — W obrębie gminy, w której wszyscy uważani są jako członkowie równej wagi, za przestępstwa, to jest za naruszenie zasady równowagi, istnieje hańba i kara: hańba, jako ciężar ustanowiony przeciw jednostce przestępującej zasadę i przez to przestąpienie zdobywającej sobie korzyści; wskutek hańby doznaje ona szkody, która niweczy dawniejsze korzyści i je przeważa. Podobnie rzecz się ma z karą: przewadze, którą każdy przestępca przywłaszcza sobie, ustanawia ona o wiele większą przeciwwagę, przeciw gwałtowi więzienie, przeciw kradzieży powetowanie straty i karę pieniężną. W ten sposób złoczyńcy przypomina się, że przez swój czyn wyłączył się z gminy i jej etyki, zapewniającej korzyści: gmina traktuje go jako nierównego, słabego, stojącego poza nią; przeto kara jest nie tylko odpłatą, ale czymś więcej, ma w sobie coś z surowości stanu pierwotnego; o tym właśnie ma przypominać.
23.
Czy zwolennicy nauki o wolnej woli karać powinni? — Ludzie, których zawodem jest sądzić i karać, w każdym wypadku starają się stwierdzić, czy złoczyńca w ogóle jest odpowiedzialny za swój czyn, czy mógł robić użytek ze swego rozumu, czy postępował, kierując się motywami, czy zaś nieświadomie lub pod przymusem. Jeśli go karzą, to karzą go, że motywy gorsze przełożył nad lepsze: które przeto znać był musiał. Gdzie brak tej znajomości, człowiek według poglądów panujących nie jest wolny i jest nieodpowiedzialny: chyba, że jego nieświadomość, na przykład jego ignorantia legis87 jest skutkiem umyślnego zaniedbania nauki; wtedy już bowiem, kiedy nie chciał nauczyć się tego, co był powinien, przełożył był pobudki gorsze nad lepsze i obecnie musi przypłacić skutki swego złego wyboru. Przeciwnie, jeśli nie widział przed sobą pobudek lepszych, wskutek tępości lub idiotyzmu, tedy zwykle nie bywa karany: nie miał bowiem wyboru, jak się mówi, postępował jak zwierzę. Umyślne zaprzeczenie rozumu lepszego jest obecnie przesłanką, której się wymaga, jeśli przestępca ma zasługiwać na karę. Jakże jednak ktoś może być mniej rozumnym, niż nim być musi? Cóż rozstrzyga, jeśli szalki obciążone dobrymi i złymi pobudkami? Więc ani błąd, ani oślepienie, ani żaden przymus zewnętrzny, ani wewnętrzny? (Proszę zważyć zresztą, że każdy tak zwany „przymus zewnętrzny” jest niczym innym, jeno przymusem wewnętrznym bojaźni i bólu). Co? — Zjawia się wciąż pytanie. Rozum więc nie ma być przyczyną, ponieważ by nie mógł rozstrzygnąć przeciw pobudkom lepszym? — Tutaj przywołuje się na pomoc „wolną wolę”: rozstrzygać ma najzupełniejsza samowola, następuje chwila, w której nie działa żadna pobudka, kiedy czyn spełnia się niby cud, rodzi się z niczego. Karze się tę rzekomą samowolę w wypadku, w którym żadna samowola panować nie powinna: rozum, znający prawo, zakaz i nakaz, nie powinien był zostawiać żadnego wyboru, jak się sądzi, i powinien był działać jako przymus i siła wyższa. Przestępcę karze się więc, ponieważ uczynił użytek z „woli wolnej”: to znaczy, ponieważ działał bez motywów, gdzie powinien był postępować zgodnie z motywami. Ale czemu to uczynił? O to właśnie pytać już nie wolno: był to czyn bez „czemu?”, bez pobudek, bez pochodzenia, coś bezcelowego i nierozumnego. — Takiego jednak czynu, w myśl pierwszego wyżej wzmiankowanego warunku wszelkiej karalności, nie należy też karać! Nie można też zastosować tutaj tego rodzaju karalności, jak gdyby tu czegoś nie zrobiono, zaniedbano, nie uczyniono użytku z rozumu: ponieważ w każdym razie zaniedbanie to zaszło nierozmyślnie! A tylko rozmyślne zaniedbanie rozkazu uchodzi za karalne. Przestępca przełożył wprawdzie gorsze pobudki nad lepsze, lecz bez przyczyny i umysłu: wprawdzie nie zrobił użytku ze swego rozumu, lecz nie dlatego, żeby go nie stosować. To założenie, które się robi względem przestępcy zasługującego na karę, iż z umysłu zaprzecza swego rozumu — właśnie to założenie, jeśli się przypuszcza „wolną wolę”, zostaje zniesione. Wy, stronnicy nauki o „wolnej woli” nie macie prawa karać, w myśl swoich własnych zasad nie macie prawa! — Te jednak w gruncie rzeczy nie są niczym innym, jeno dziwaczną mitologią pojęć; i kura, która je wylęgła, siedziała na jajach z dala od wszelkiej rzeczywistości.