24.
Przyczynek do sądu o przestępcy i jego sędzi. — Przestępca, znający cały łańcuch okoliczności, nie będzie uważał czynu swego za tak nadzwyczajny i niepojęty, jak jego sędziowie i potępiciele: karę jednak wymierza mu się według stopnia zdziwienia, jakie opanowuje ich na widok czynu, jako rzeczy nie do pojęcia. — Jeśliby wiadomości o wypadku i historii poprzedzającej go, jakie posiada obrońca przestępcy, sięgały dość daleko, tedy tak zwane okoliczności łagodzące, jakie by stopniowo przedstawił, w końcu musiałyby zmyć całą winę. Lub jeszcze wyraźniej: obrońca złagodziłby stopniowo to zdziwienie, które wydaje potępienie i orzeka karę, i w końcu usunąłby je zupełnie, zmuszając każdego słuchacza uczciwego do wewnętrznego wyznania: „musiał postąpić tak, jak postąpił; jeślibyśmy wymierzyli karę, ukaralibyśmy wieczną konieczność”. — Odmierzać stopień kary według stopnia wiadomości, jaki się posiada lub w ogóle zdobyć można o genezie przestępstwa — czyż nie kłóci się to z wszelką sprawiedliwością?
25.
Wymiana i sprawiedliwość. — Wymiana byłaby tylko wtedy uczciwa i prawa, jeśliby każdy żądał tylko tyle, ile mu się rzecz jego wydaje warta, kiedy uwzględnia trud jej zdobycia, rzadkość, czas zużyty itd., nie zapominając o wartości, którą jej nadaje przywiązanie. Skoro ustanawia cenę w stosunku do potrzeby drugiego staje się to subtelniejszego rodzaju rozbojem i ciemięstwem. — Jeżeli przedmiotem wymiany jest pieniądz, to należy zważyć, że talar w ręku bogatego dziedzica, wyrobnika, kupca lub studenta są to rzeczy zupełnie różne: ponieważ jedna z tych osób nie pracowała prawie wcale, inna trudziła się wiele, żeby go zarobić, stosownie do tego powinna zań otrzymać mało lub wiele — tak by było słusznie: w rzeczywistości, jak wiadomo, rzeczy się mają odwrotnie. W wielkim świecie finansowym talar najleniwszego bogacza przynosi więcej zysku niż talar pracowitego biedaka.
26.
Stosunki prawne jako środek. — Prawo, spoczywające na umowach między równymi, istnieje póty, póki siła tych, którzy umowę zawarli, pozostaje równa lub podobna; roztropność stworzyła prawo, ażeby koniec położyć sporom i bezużytecznemu marnotrawstwu między siłami równymi. Lecz to kończy się równie ostatecznie, jeśli jedna strona staje się wyraźnie słabsza niż druga: wtedy następuje poddanie się i prawo zostaje zniesione, skutek jednak jest ten sam, jaki osiągano dotychczas za pomocą prawa. Albowiem obecnie występuje roztropność mającego przewagę, która doradza oszczędzać siłę poddanego i nie trwonić jej bezużytecznie: i często położenie poddanego staje się korzystniejsze, niż było położenie równouprawnionego. — Stosunki prawne są przeto środkiem czasowym, doradzanym przez roztropność, nie zaś celem.