114.
Literatura i moralność objaśniają się wzajemnie. — Można okazać na literaturze greckiej, jakie siły rozwijały ducha greckiego, jak wstępował na drogi rozmaite, wskutek czego osłabł. Wszystko to jest obrazem, jak w gruncie rzeczy działo się także z moralnością grecką i jak dziać się będzie z każdą moralnością: jak pierwotnie była przymusem, jak najpierw wykazywała surowość, a potem stawała się stopniowo łagodniejszą, jak w końcu powstała przyjemność z pewnych postępków, z pewnych konwenansów i form, i z tej znowu pociąg do pełnienia ich wyłącznie, do wyłącznego ich posiadania: jak droga napełnia się i przepełnia spółzawodnikami, jak następuje przesycenie, jak wynajduje się nowe przedmioty walki i ambicji, przywołuje do życia przestarzałe, jak widowisko powtarza się, jak widzowie w ogóle nużą się widowiskiem, gdyż całe koło zdaje się być spełnione — i wtedy następuje cisza, wytchnienie: potoki przepadają w piasku. Wtedy bywa koniec, przynajmniej pewien koniec.
115.
Jakie okolice trwałą przyjemność sprawiają. — Ta okolica posiada cechy wybitne do obrazu, ale nie mogę znaleźć dla niej formuły, jako całość pozostaje dla mnie nieuchwytną. Spostrzegam, że wszystkie krajobrazy, które podobały mi się dłużej, przy całej rozmaitości posiadają prosty geometryczny schemat liniowy. Bez takiego substratu matematycznego żadna okolica nie może być niczym sprawiającym przyjemność artystyczną. I być może prawidło to pozwala się zastosować w przenośni do ludzi.
116.
Odczytywać. — Żeby umieć odczytywać, trzeba umieć deklamować: wszędzie należy stosować barwy blade, lecz stopień bladości musi być w ścisłym stosunku do zasadniczego malowidła pełnego barw głębokich, które unosi się wciąż i kieruje, to znaczy, zastosowany do deklamacji tych samych ustępów. Trzeba więc być do niej samej zdolnym.