Nie ma wychowawców. — Jeżeli się jest myślicielem, należy mówić tylko o samowychowaniu. Wychowanie młodzieży przez innych albo jest eksperymentem, którego się dokonuje nad czymś niepoznanym, niepoznawalnym, lub zasadniczą niwelacją, żeby istotę nową, jakąkolwiek by była, uczynić zgodną z panującymi przyzwyczajeniami i obyczajami: w obydwu wypadkach jest to coś niegodnego myśliciela, jest to dzieło rodziców i nauczycieli, których jeden z ludzi śmiałych i prawych nazwał nos ennemis natureles151. — Pewnego dnia, kiedy już od dawna według opinii świata zostaliśmy wychowani, odkrywamy samych siebie: tutaj zaczyna się zadanie myśliciela; teraz czas przywołać go na pomoc — nie jako wychowawcę, lecz jako tego, kto siebie wychował sam i posiada doświadczenie.
268.
Współczucie dla młodzieży. — Bolejemy nad tym, kiedy słyszymy, że młodzieńcowi wypadają już zęby, że inny traci wzrok. Jeśli byśmy wiedzieli, jaka nieodwołalność i beznadziejność tkwi w całej jego istocie, jakże wielki byłby ból nasz wtedy! — Czemu właściwie cierpimy przy tym? Ponieważ młodzież winna kontynuować to, cośmy my przedsięwzięli, i wszelki ubytek i nadwyrężenie jej siły wyjdzie na szkodę naszemu dziełu, które w jej ręce wpadnie. Jest to narzekanie nad złą rękojmią naszej nieśmiertelności: lub też, jeśli się uważamy tylko za wykonawców posłannictwa ludzkości, narzekanie nad tym, że to posłannictwo musi przejść do rąk słabszych niż nasze.
269.
Epoki życia. — Porównanie czterech epok życia z czterema porami roku jest czcigodnym bzdurstwem. Ani pierwsze, ani ostatnie lat dwadzieścia nie odpowiadają porze roku: przypuszczając, że nie zadowolimy się przy porównywaniu białości włosów i śniegu lub inną igraszką kolorów. Owe pierwsze lat dwadzieścia są przygotowaniem do życia w ogóle, na cały wiek życia, jako rodzaj długiego nowego roku; a ostatnie lat dwadzieścia są przeglądem, wcieleniem, uporządkowaniem i zharmonizowaniem tego wszystkiego, cośmy przedtem przeżyli: jak to się czyni na małą skalę z każdym rokiem ubiegłym w Sylwestra. Pośrodku istotnie jednak znajduje się okres nasuwający porównanie z porami roku: okres czasu od dwudziestego do pięćdziesiątego roku (licząc z gruba lat dziesiątkami, podczas kiedy samo przez się rozumie się, że każdy te grube zarysy powinien według własnego doświadczenia dla siebie wysubtelnić). Owe trzy dziesiątki lat odpowiadają trzem porom roku: latu, wiośnie i jesieni — zimy w życiu ludzkim nie bywa, chyba że się chce nazwać porą zimową niestety często wplatające się w nie ostre, zimne, samotne, beznadziejne, bezpłodne czasy choroby. Trzeci dziesiątek lat: skwarny, uciążliwy, burzliwy, bujnie osypany kwieciem, nużący; lata, w których się błogosławi pod wieczór dzień skończony i czoło przy tym ociera: lata, kiedy praca wydaje się nam ciężką, lecz konieczną — ten trzeci dziesiątek lat jest latem życia. Natomiast czwarty jest jego wiosną: powietrze już to za gorące, już to za zimne, zawsze niespokojne i podniecające: wszędzie tryskają soki, pełno kwiatów i pełno woni: mnóstwo czarujących poranków i nocy: praca, do której budzi nas śpiew słowika, prawdziwie praca według serca, rodzaj rozkoszowania się własną świeżością, krzepi przedsmakiem spełnionych nadziei. W końcu piąty dziesiątek życia: tajemniczy, jak wszystko, co się znajduje w spokoju; podobny do wysokiego, obszernego płaskowzgórza, po którym przebiega wiatr chłodny; z jasnym, bezchmurnym niebem ponad tym, dniem i nocą spoglądającym zawsze z jednakową łagodnością: czas sprzętu152 i serdecznej pogody — jest to jesień życia.
270.
Duch kobiet w towarzystwie współczesnym. — Jak kobiety myślą obecnie o duchu mężczyzn, odgaduje się z tego, że przy całej sztuce strojenia się myślą o wszystkim innym raczej niż o podkreślaniu ducha swoich rysów lub duchowych szczegółów swej twarzy: raczej ukrywają coś podobnego i natomiast umieją nadawać sobie, na przykład za pomocą ułożenia włosów na czole, wyraz żywej, pożądliwej zmysłowości i braku ducha — czyniąc to pospolicie wówczas, kiedy tych własności posiadają niewiele. Przekonanie, że duch w kobietach odstrasza mężczyzn, posuwa się tak daleko, że chętnie wypierają się nawet ostrości najduchowszego zmysłu i rozmyślnie ściągają na siebie opinię krótkowzroczności: przez to, jak sądzą, dodają mężczyznom więcej ufności; wydaje się, jakby wokół nich rozścielał się zachęcający miękki zmrok.