264.

Oszczerstwo. — Jeśli się odkrywa istotnie bezecne podejrzenie, źródła jego nie należy nigdy szukać między swymi lojalnymi i otwartymi wrogami; albowiem ci, jeśli by o nas coś podobnego wynaleźli, jako wrogowie, nie znaleźliby wiary. Lecz między tymi, dla których przez pewien czas byliśmy bardzo pożyteczni, a którzy teraz z jakiegoś powodu mogą w tajemnicy być pewni, że już nic od nas nie zdobędą — tacy są w stanie puścić w obieg bezeceństwo: ci znajdują wiarę, po pierwsze, ponieważ przypuszcza się, że by nie wynaleźli nic, co by im samym mogło wyrządzić szkodę; następnie, ponieważ lepiej nas poznali. — Na pocieszenie oczerniony tak bezecnie może rzec sobie: oszczerstwa są to choroby innych, wybuchające w twoim ciele; dowodzą, iż społeczeństwo jest jednym ciałem (moralnym), tak iż możesz przedsięwziąć na sobie kurację, która innym powinna przynieść korzyść.


265.

Niebo dziecinne. — Szczęście dziecka jest zgoła takim samym mitem, jak szczęście Hiperborejczyków, o którym opowiadali Grecy. Jeśli szczęście w ogóle na ziemi przebywa, tak sądzili Grecy, tedy z pewnością jak najdalej od nas, być może, hen, na krańcu ziemi. Tak samo myślą ludzie starsi: jeśli człowiek w ogóle może być szczęśliwy, tedy z pewnością w epoce jak najbardziej oddalonej od wieku naszego, na granicach i w początkach życia. Dla niejednego widok dzieci poprzez woal tego mitu jest największym szczęściem, jakiego doznawać jest w stanie: sam bowiem wtedy dociera aż do samego przedsionka królestwa niebieskiego, kiedy mówi: „pozwólcie dzieciom przyjść do mnie, albowiem ich jest królestwo niebieskie”. — Mit o królestwie niebieskim dzieci odnajdujemy czynnym wszędzie, gdzie w świecie nowoczesnym istnieje cokolwiek sentymentalizmu.


266.

Niecierpliwi. — Właśnie kto dopiero się staje, nie chce stawania się: jest na to zbyt niecierpliwy. Młodzieniec nie chce czekać, póki, po długich studiach, cierpieniach i niedostatkach jego własny obraz ludzi i rzeczy stanie się kompletny: tedy bierze obraz inny, który stoi przed nim gotów i który mu ofiarowują, na wiarę i niewiarę, jak gdyby z góry dano mu barwy i linie jego obrazu, rzuca się na piersi jakiemuś filozofowi, jakiemuś poecie i teraz musi długo odrabiać pańszczyznę i siebie samego się zapierać. Wiele uczy się przy tym, lecz często z tego powodu zapomina o rzeczy najgodniejszej nauczenia się i poznania — zapomina o sobie samym i przez całe życie zostaje stronnikiem. — Ach, wiele nudy należy przezwyciężyć, wiele potu trzeba, póki się nie znajdzie swoich barw, swojego pędzla, swojego płótna! — I wtedy jeszcze daleko do stania się mistrzem swojej sztuki życia — ale się jest przynajmniej panem w swoim warsztacie.


267.