177.
Czego każda sztuka chce i nie może dokonać. — Najtrudniejszym i ostatecznym zadaniem artysty jest przedstawienie niezmienności, czegoś, co wypoczywa samo w sobie, wysokiego, prostego, dalekiego od wdzięku indywidualnego; z tego powodu słabsi artyści odrzucają i ostawiają najwznioślejsze upostaciowania doskonałości moralnej, jako szkice nieartystyczne, albowiem widok takich owoców dla ich ambicji zgoła jest nadto dręczący: połyskują im one z najbardziej oddalonych gałęzi sztuki, lecz artystom brak drabiny odwagi i za co się uchwycić, żeby się mogli odważyć sięgać tak wysoko. Biorąc rzecz samą w sobie, Fidiasz jako taki da się pomyśleć poetą, lecz jeśli wziąć pod uwagę zdolności nowoczesne, niemalże tylko w tym znaczeniu słowa, iż dla Boga żadna rzecz nie jest niemożliwa. Już pragnienie, żeby posiadać Claude’a Lorraina w dziedzinie poezji, jest obecnie dowodem braku skromności, choćby czyjeś serce najbardziej za nim tęskniło. — Dotychczas żaden artysta nie dorósł do przedstawienia ostatniego człowieka, to znaczy najprostszego i zarazem najzupełniejszego, lecz Grecy w swoim ideale Ateny, być może, najdalej ze wszystkich ludzi dotychczas istniejących rzucili okiem.
178.
Sztuka i restauracja. — Wsteczne ruchy w historii, tak zwane czasy restauracji, które starają się na nowo powołać do życia stan, jaki istniał przed stanem, istniejącym ostatnio i którym, jak się wydaje, powodzi się też zbudzenie zmarłych, posiadają urok wzruszających wspomnień, tęsknego pragnienia tego, co niemal zostało utracone, pośpiesznego uścisku chwilowego szczęścia. Dzięki temu szczególnemu pogłębieniu nastroju sztuka i poezja znajdują właściwy dla siebie grunt w takich przemijających niemal marzycielskich czasach; podobnie jak na stromo wiszących urwiskach rosną najdelikatniejsze i najrzadsze rośliny. — Tak tedy niejeden dobry artysta niepostrzeżenie zostaje popchnięty do poglądów restauracyjnych w kwestiach politycznych i społecznych, w których dla siebie, na swoją własną rękę, przygotowuje cichy kącik i ogródek, gdzie następnie zbiera wkoło siebie ludzkie resztki epoki historycznej najbliższej sercu i gdzie smyczek jego rozbrzmiewa przed samymi umarłymi, na pół umarłymi i śmiertelnie znużonymi, być może, ze wspomnianym wyżej powodzeniem, że na krótko budzi zmarłych ze snu.
179.
Szczęście epoki — Z dwóch względów epoka nasza winna uważać się za szczęśliwą. W stosunku do przeszłości karmimy się wszystkimi cywilizacjami i ich wytworami i karmimy się najszlachetniejszą krwią wszystkich czasów. Znajdujemy się jeszcze dość blisko czarodziejstwa tych sił, z których łona tamte się urodziły, żeby chwilowo z rozkoszą i dreszczem ulegać mu: kiedy tymczasem cywilizacje dawniejsze mogły karmić się tylko samymi sobą i nie wybiegały wzrokiem poza siebie, jak gdyby były nakryte mniej lub więcej ciasnym kloszem, przez który wprawdzie przenikało światło, lecz nie przenikało spojrzenie. W stosunku do przyszłości po raz pierwszy w historii odkrywa się dla nas niezmiernie wielka perspektywa celów ludzko-ekumenicznych, obejmujących cały świat zamieszkany. Jednocześnie czujemy się świadomi sił, że powinniśmy to nowe zadanie sami ująć w ręce bez zarozumiałości i że nie potrzebujemy pomocy nadprzyrodzonej. I jakikolwiek by był rezultat naszego przedsięwzięcia, choćbyśmy przecenili swe siły, nie ma nikogo, komu byśmy winni byli złożyć rachunek, oprócz nas samych: odtąd ludzkość może czynić ze sobą, co się jej podoba. — Istnieje wprawdzie szczególny gatunek ludzi-pszczół, które z kielicha jakiejkolwiek rzeczy potrafią zawsze wyssać tylko największą gorycz oraz irytację; — i w rzeczy samej, wszystkie rzeczy zawierają w sobie coś niemiodowego. Te mogą po swojemu odczuwać opisane szczęście naszej epoki i wypełniać wciąż ul swego niezadowolenia.