Przemiana obowiązków. — Gdy obowiązek przestanie ciężyć, gdy po długim ćwiczeniu przedzierzgnie się w potrzebę i przyjemną skłonność, wówczas prawa cudze, do których obowiązki, a teraz skłonności nasze się odnoszą, stają się czymś odmiennym: mianowicie pobudkami do przyjemnych dla nas wrażeń, ów inny dzięki swym prawom staje się odtąd godnym miłości (miast wzbudzać cześć i grozę, jak to było przedtem). Uznając i ochraniając zakres jego mocy, dajemy folgę swej rozkoszy. Gdy chrześcijaństwo dla kwietystów przestało już być brzemieniem, gdy Bóg stał się dla nich li samą rozkoszą, przybrali oni dewizę „wszystko na chwałę bożą!”: cokolwiek jeno w tym znaczeniu czynili, przestawało być ofiarą; znaczyło niemal to samo, co „wszystko dla naszej przyjemności!”. Żądać, by obowiązek był zawsze nieco przykry — jak to Kant czyni — znaczy domagać się, by nie stał się on nigdy nawyknieniem i obyczajem: w żądaniu tym kryje się szczęt ascetycznego okrucieństwa.
339.
Oczywistość przemawia przeciwko historykowi. — Jest to rzeczą najzupełniej dowiedzioną, iż ludzi wydaje na świat łono matczyne: jednakże dorastającym dzieciom, gdy stoją obok swych matek, hipoteza ta wydaje się zgoła niedorzeczna; ma ona przeciw sobie oczywistość.
340.
Dobrze jest nie wiedzieć. — Ktoś powiadał, że za swych lat dziecinnych czuł taką pogardę dla pretensjonalnych dziwactw melancholijnego temperamentu, iż dopiero w dojrzałym wieku dowiedział się, jakiego sam jest temperamentu: mianowicie również melancholijnego. I dodawał, że ze wszystkich możliwych nieświadomości ta jest najlepsza.
341.
Trzeba rozróżniać! — Rozpatruje rzecz ze wszystkich stron, a wam się zdaje, że to prawy wyznawca poznania. Toć on chciałby jeno cenę jej obniżyć — chce ją kupić!
342.
Rzekomo moralnie. — Pragnieniem waszym jest z siebie nigdy nie być niezadowolonym, przez siebie nigdy nie cierpieć — i zwiecie to swym popędem moralnym! Zgoda, ktoś inny nazwałby to tchórzostwem waszym. To jednakże pewne: nie odbędziecie nigdy podróży dookoła świata (którym sami jesteście!), nie dano wam być w sobie trafem173 i pozostać kamieniem na kamieniu. Czyż wam się zdaje, że my, inni, tylko dla dogodzenia swemu szaleństwu odbywamy podróże przez własne pustkowia, bagna i lodozwały, że dobrowolnie wybraliśmy ból i zgryzotę z siebie, niby święci słupnicy?