448.
Gdzie są ubodzy duchem? — Ach! Jakże mierzi mnie narzucać innym swe myśli! Jakże raduję się z każdego nastroju i tajemnego we mnie zwrotu, kiedy myśli cudze wbrew moim własnym przychodzą do głosu! Od czasu do czasu zdarzają się wszakże jeszcze szczytniejsze gody, gdy wolno jest rozdarować swój duchowy dobytek i mienie, na podobieństwo spowiednika, co siedzi w swej kryjówce i z upragnieniem czeka, czy nie podejdzie doń człek ubogi i nie opowie mu umartwień swej myśli, by znowu napełnił mu dłonie i serce, a przyniósł ulgę zaniepokojonej duszy! W zamian jednakże nie domaga się sławy, nie! nawet wdzięczności chciałby uniknąć, gdyż jest natrętna i nie zna poszanowania dla milczenia i samotności. Lecz żyć bezimiennie lub pod brzemieniem lekkiego szyderstwa, nie wzbudzać swą małością niechęci ni zawiści, mieć głowę trzeźwą, w zapasie garść wiedzy i worek doświadczeń, być lekarzem nędzarzy duchowych, którym od poglądów zamąciło się w głowie, a oni nawet dobrze nie wiedzą, kto właściwie przyszedł im z pomocą! Odmawiać sobie wobec nich słuszności i nie święcić swych zwycięstw, lecz przemawiać do nich tak, by, idąc za lekkimi, nieuwidocznionymi wskazówkami lub sprzecznościami, sami powiadali sobie rzecz słuszną i odchodzili z uczuciem dumy! Być niby podrzędną gospodą, co nie odtrąca żadnego biedaka, lecz popada później w zapomnienie lub pośmiewisko! Nie wyróżniać się niczym, nie mieć ani lepszej strawy, ani czystszego powietrza, ani pogodniejszego ducha — ale rozdawać, zwracać, dzielić się, ubożeć! Zniżać się, by być dla wielu dostępnym, a dla nikogo upokorzeniem! Dźwigać na sobie mnogo krzywd i pełzać w robaczywe labirynty wszelakich błędów, by tajemnymi drogami do wielu ukrytych dostać się dusz! A zawsze z pewnego rodzaju miłością i zawsze z niejakim sobkostwem i samolubstwem! Być w posiadaniu władzy, a zarazem ukrywać się i wyrzekać! Wylegiwać się w łagodnym słońca wdzięku, wiedząc, że w pobliżu pną się ścieżki ku wzniosłości! — I to ma być życie! I to ma być powód, by żyć długo!
449.
Urok poznania. — Rzut oka przez uchylone podwoje wiedzy działa na namiętne duchy niby czar nad czarami; snadź189 stają się one przy tym fantastami, w najpomyślniejszym zaś wypadku poetami; tak gorąco pragną szczęścia człowieka poznającego. Azali190 nie przenika wam wszystkich zmysłów — ten ton słodkiego pełen uroku, którym zwiastowała wiedza swą radosną nowinę w setkach słów i w owym najsetniejszym i najpiękniejszym: „Niech sczeźnie złuda! Sczeźnie zarazem »biada mi!«; a pospołu z »biada mi!« sczeźnie też niedola”. (Marek Aureliusz).
450.
Komu potrzeba trefnisiów. — Ludzie bardzo piękni, ludzie bardzo dobrzy, ludzie bardzo możni nie dowiadują się prawie nigdy zupełnej i bezczelnej prawdy — albowiem w ich obecności mimowolnie kłamie się nieco, gdyż ulega się ich wpływowi i zależnie od tego wpływu nagina się prawdę, którą chciałoby się im powiedzieć (zatem fałszuje się barwy i stopnie faktyczności, opuszcza się lub dodaje szczegóły, te zaś, co żadną miarą nagiąć się nie dają, przemilcza się zupełnie). Ludzie tacy, chcąc mimo to koniecznie usłyszeć prawdę, muszą trzymać sobie trefnisia, istotę, co pospołu ze wszystkimi szaleńcami posiada ten przywilej, iż naginać się nie potrafi.
451.
Niecierpliwość. — U ludzi myśli i czynu zdarza się pewien rodzaj niecierpliwości, co, w razie niepowodzenia, każe im przerzucać się niezwłocznie do wręcz sprzecznej dziedziny, tam roznamiętniać się i przystępować do dzieła — dopóki nieskora pomyślność i stamtąd ich nie wyżenie191: błąkają się tedy awanturniczo i namiętnie w praktycznych sferach wielu dziedzin i natur; dzięki swej wszechznajomości ludzi oraz rzeczy, nabytej przez ogromne wędrówki i wprawę, zwłaszcza przy niejakim złagodzeniu owego popędu — mogą stać się w końcu znakomitymi praktykami. Tak więc wada charakteru bywa szkołą geniuszu.
452.
Bezkrólewie moralne. — I któż obecnie zdoła to opisać, co kiedyś zajmie miejsce uczuć i sądów moralnych! — Acz jest rzeczą oczywistą, iż spoczywają one na wadliwych posadach i że budynek ich nie nadaje się do naprawy: ich doniosłość musi z dnia na dzień podupadać, o ile nie podupadnie znaczenie rozumu! By jednakże zbudować nowe prawidła życia i postępowania — do dzieła tego umiejętności nasze fizjologiczne i medyczne, nauki nasze o życiu w społeczeństwie i w odosobnieniu nie dość jeszcze są siebie pewne: a jeno z nich dałoby się wziąć węgły pod nowe ideały (lubo192 nie same nowe ideały). Żyjemy tedy przedwczesnym lub poniewczesnym życiem, zależnie od swego smaku i uzdolnienia, i postępujemy najwłaściwiej, starając się o ile możności śród tego bezkrólewia być swymi własnymi królami i zakładać małe państewka doświadczalne. Jesteśmy eksperymentami: i chcemy być nimi!