Lecz on chce powiedzieć »po niemiecku i z prostacka«. Nie jest to dziś w najgorszym jeszcze smaku!”).
— Możeście wy zaprawdę wszyscy społem wyższymi ludźmi: dla mnie — nie jesteście ani dość wysocy, ani dość krzepcy288.
Dla mnie, znaczy: dla tej nieubłagalności, która we mnie milczy, lecz nie zawsze milczeć będzie. A jeśli przynależycie do mnie, to wszakże nie jako me prawe ramię.
Albowiem ten, kto, jako wy, na chorych i wątłych nogach stoi, ten chce przede wszystkim wiednie289 czy skrycie, aby go oszczędzano.
Ramion i nóg moich nie oszczędzam ja wszakże, nie szczędzę wojowników swych: jakżebyście chcieli nadać się do mojej wojny?
Z wami zepsułbym sobie każde zwycięstwo. A niejeden z was obaliłby się już, zasłyszawszy tylko moich bębnów łoskot.
Nie jesteście mi również dość urodziwi i dobrze urodzeni. Potrzebuję gładkich zwierciadeł dla swej nauki, na waszej powierzchni wykoszlawia się nawet ma własna podobizna.
Na ramionach waszych cięży niejedno brzemię, niejedno wspomnienie; niejeden zły karzeł przyczaja się w waszych kątach. Tkwi też w was i motłoch ukryty.
I aczkolwiek jesteście ludźmi wysokiego i wyższego pokroju: wiele jest krzywego i nieforemnego. Nie masz takiego kowala na świecie, który by was wyprostować i wyrównać zdołał.
Jesteście tylko pomostami: niechże wyżsi po was kroczą! Oznaczacie stopnie: nie złorzeczcież temu, co się po was na swoją wyżynę wspina!