Z waszego nasienia wyrośnie może i dla mnie prawdziwy syn i dziedzic: lecz przyszłość to daleka. Wy sami nie jesteście tymi, do których me dziedzictwo i imię należy.
Nie na was oczekuję w tych górach, nie z wami wolno mi będzie znijść po raz ostatni. Przyszliście tu do mnie, jako zwiastuni, że wyżsi są już w drodze, —
— a nie są to ludzie wielkiej tęsknoty, wielkiego wstrętu i wielkiego przesytu, oraz tego, co pozostałością Boga nazwaliście,
— nie! Nie! Po trzykroć nie! Na innych czekam ja w tych górach i bez nich nogą stąd nie ruszę,
— czekam na wyższych, bardziej krzepkich i zwycięskich, bardziej ochoczych, na tych, co są umiernie290 zbudowani na ciele i duchu: śmiejące się lwy przyjść tu muszą!
O goście moi i przyjaciele, dziwni wy, — czyście nic nie słyszeli o dzieciach moich? Ani o tym, że podążają już ku mnie?
Mówcież mi o moich ogrodach, o mych wyspach szczęśliwości, o mym nowym urodziwym gatunku — czemuż nie mówicie o tym?
O ten gościniec291 dopraszam się od waszej ku mnie miłości, abyście mi o dzieciach mych mówili. K’woli temu jestem bogaty, k’woli temu stałem się ubogi: czegóż nie oddałem,
— czegóż bym jeszcze nie oddał, w zamian za to jedno: za te dzieci, ten żywy posiew, te drzewa życia mej woli i mej najwyższej nadziei!
Tako rzekł Zaratustra i zatrzymał się nagle w swej mowie: gdyż owładnęła nim tęsknota, zamknął oczy i usta w poruszeniu serdecznym. I goście jego milczeli również: stali niemowni i zmieszani: tylko stary wróżbiarz rękoma i miną dawał jakieś znaki.