O, bracia moi, kochać mogę w człowieku to, iż jest on przejściem i zanikiem. I w was jest wiele takiego, co mnie do umiłowania i nadziei zmusza.

A że gardzicie, wyżsi wy ludzie, to nadzieję mieć mi każe. Albowiem wielcy wzgardziciele są wielkimi czcicielami.

To, że rozpaczacie, w tym wiele uszanować należy. Gdyż nie nauczyliście się ulegać, nie nabyliście małych przezorności.

Albowiem dziś mali ludzie panami się stali: każą oni wszyscy uległość, przestawanie na małym, roztropność, pilność oraz to długie „i tak dalej” małych cnót.

Wszystko, co kobiece, co ze służalczego pochodzi rodu, zwłaszcza ta motłochu mieszanina: panem doli człowieczej stać się to wszystko chce — o, wstręt! wstręt! wstręt!

Wszystko to pyta bez końca i nie nuży się tym pytaniem: „jak zachować człowieka najlepiej, najdłużej, najprzyjemniej?” I tym stają się oni — panami dnia.

Panów dnia dzisiejszego przezwyciężcie mi, o bracia moi, — tych małych ludzi: oni to są największym niebezpieczeństwem nadczłowieka!

Przezwyciężcie mi, o ludzie wyżsi, te małe cnoty, małe roztropności, te pyłkowe względy, to rojenie się mrówcze, tę żałosną błogość, to „szczęście najliczniejszych” —!

I raczej rozpaczajcie, niżbyście ulegać mieli. I, zaprawdę, kocham was za to, że dzisiaj żyć nie umiecie, wy ludzie wyżsi! Gdyż to właśnie jest waszym życiem — najlepszym!

4.