Już stary wiła swym najgorszym zadrwił z nas w najlepsze i spojrzyj tylko, dobry pobożny papież ma łzy w oczach i wypłynął już całkowicie na morze posępku.

Ci królowie zaś nadrabiają widocznie tęgą miną: pośród nas wszystkich oni nauczyli się dziś tego najlepiej! Gdyby wszakże świadków tu nie było, trzymam zakład, wszczęłaby się i u nich ta zgubna igraszka —

— zgubna igraszka przeciągających chmur, wilgotnych smętków, przysłoniętego nieba, skradzionych słońc, wyjących wichrów jesiennych,

— zła igraszka naszego wycia i wołania na pomoc: pozostań przy nas, o Zaratustro! Wiele tu utajonej niedoli, co przemówić pragnie, wiele z wieczora, z chmur, wiele z dusznego powietrza!

Karmiłeś nas tęgą męską strawą i krzepkimi przypowieściami: nie dozwól, aby na zakończenie uczty opadły nas znów gnuśne kobiece duchy!

Ty jeden czynisz wokół siebie powietrze rześkim i jasnym! Czyż znalazłem gdziekolwiek na świecie tak dobre powietrze jak w twej jaskini?

Wiele krain wszak widziałem, nos mój nawykł rozliczne powietrza badać i oceniać: u ciebie wszakże doznają me nozdrza największej rozkoszy!

Wyjąwszy może, — wyjąwszy może —, o daruj stare wspomnienie! Daruj mi starą pieśń poobiednią, którą stworzyłem niegdyś pośród cór pustyni: —

— u nich bowiem powietrze było równie dobre, jasne, wschodnie; tam byłem najdalej od chmurnej wilgotnej posępnej starczej Europy!

Wówczas lubiłem takie dziewczęta wschodnie oraz inne błękitne niebo, na którym żadne chmury i żadne myśli nie zawisają.