Zły ten duch w kosmicznym ustroju podrzędne zajmujący stanowisko, niedający się porównać z duchem ziemi lub duchami sfer niebieskich, a już tym mniej z wielkim twórczym duchem świata, duch ten, stojący nawet poniżej ducha ludzkiego, ponieważ nie posiada jego sił produktywnych, moralno-duchowych, ma jednak pod każdym względem przewagę nad człowiekiem. Przede wszystkim wyłącznie będąc duchem, nie przywiązany jest do granic cielesności; nie więzi go czas ani przestrzeń, ma też władzę nad pośledniejszymi siłami przyrody, zwłaszcza nad upiorami i wstrętnymi istotami wszelkiego gatunku, nad szczurami, myszami, robactwem, nad duchami elementarnymi84. Tak więc jest on dla człowieka pożytecznym sługą niskich jego pożądań. W tym celu posiada cenny też przymiot: umie do woli wywoływać złudy i mamidła, siłą, którą okazuje przede wszystkim w dworskim świecie części drugiej. Na dworze czuje się on w ogóle à son aise85, prawdopodobnie dlatego, ponieważ wdzięczne znajduje tu pole dla przeróżnych swoich sztuk, zwłaszcza dla sztuki tumanienia i oślepiania ludzi. Na uwagę zasługuje i to, że, według własnego wyznania, umie sobie bardzo dobrze radzić z policją; a więc i tutaj, zdaje się, nie znajdziemy królestwa prawdy i sprawiedliwości.86
Po przedstawieniu istoty Mefistofelesa przedstawię udział jego w poemacie. Polega on na tym, że w rzeczach widzi swą własną istotę i że istotę swą w rzeczy te wprowadza.
Nasamprzód widzi w świecie swoją własną podłość, przede wszystkim w świecie ludzkim. Nie wierzy w dobro; wszystko co dobre i szlachetne, wszelka wielkość i wzniosłość jest dla niego błyskotliwym tylko pozorem, rzeczywistością jest podłość, ukrywająca się pod tym blichtrem. Samolubstwo i chęć użycia to panujące popędy człowieka, chciwość i lubieżność to najgłówniejsze ich formy. Wypowiada to sam szatan w mowie tronowej, stanowiącej kulminacyjny punkt wzmiankowanej już sceny na Blocksbergu; w wierszach zaledwie zaznaczonych i paralipomenach czytamy: złoto i lubieżność to dwa najpożądańsze dobra, pan tego królestwa rozdziela je pomiędzy swoich. To objawienie szatana, ta niejako ewangelia królestwa piekielnego, to misterium magnum iniquitatis87, stanowi także tekst wszystkich uwag Mefistofelesa nad życiem człowieka. Z niewyczerpaną, nieznużoną bystrością umie on owe rzeczy przedstawić jako właściwe, rzeczywiste cele wszelkich dążeń ludzkich. Z szyderczym chichotem zdziera on zasłonę, którą człowiek zakrywa istotę swoją przed sobą i przed innymi; zdziera wstydliwość, poświęcenie, miłość; złośliwym dowcipem rozświetlać mgły wysokich imaginacji, którymi człowiek osłania swą zwierzęcość, to największa dlań rozkosz.
W miłości przenikają się najgłębiej duchowe i zmyslowo-zwierzęce strony natury ludzkiej, tu właśnie stykają się pierwiastki najwznioślejsze i najniższe. Mefistofeles jedną tylko uznaje stronę, myśli i mówi o miłości jako krańcowy „realista”: Miłość jest to samo, co i u psów. Samo „bzdurstwo imaginacji” zmierza ku temu, służy po to, ażeby, z najrozmaitszego gatunku maskaradami, ulepić i oporządzić lalkę, w czym Włosi od dawna byli mistrzami. Gdy dla niemieckiego doktora zaczyna miłość przybierać cechy nazbyt spirytualistyczno-metafizyczne, potrafi Mefistofeles swoimi kuglarstwami rozbudzać w nim zmysłowość i cieszy się myślą o końcu, w co się wysokie te intuicje ostatecznie obrócą.
W związku z poglądem na miłość stoi także jego sąd o kobietach. Nastrojony on jest na ton Schopenhauera: piękne czy brzydkie, młode czy stare — cała ich istota do jednego zwraca się punktu. Pani Marta to typ skończony, dalszych rysów dostarczają czarownice w nocy walpurgowej. Pokrewne jego istocie są zwłaszcza dzięki rozlicznym sztukom, za pomocą których „ umieją oddzielać pozór od rzeczywistości” (10715). Wiersze z spotkania z Lamiami przypominają wyrazy, które rozczarowany Hamlet mówi do Ofelii:
„Wiemy, że licha z gruntu jest ta zgraja;
Jak się kryguje! jak się w róż przystraja!
Zdrowego słowa powie ci niewiele,
Gdzie się jej dotkniesz, same-li piszczele:
Wiemy to dobrze, widzimy na oczy,