W sztuce, jak we wszystkim, co żywe, nie ma postępu, są tylko urozmaicenia uroku.
Często żąda się od artysty bezinteresowności, która by bezwarunkowo udaremniła duchowy akt twórczy, podobnie jak zupełna obojętność wobec kobiety wyklucza akt fizyczny. Od tej bezinteresowności oczekuje się czystego utworu, z tej samej chyba racji, z jakiej po uścisku bez namiętności i ognia, oczekiwałoby się Mesjasza wolnego od grzechu. Wtedy jednak nie rodzi się nic.
Poezja ludowa w tym znaczeniu, w jakim się ją zwykle pojmuje, jest nonsensem, bo zawsze tworzyły tylko poszczególne jednostki. Lecz co prawda był czas, kiedy cały lud zbierał materiał poetycki, kiedy wskutek żywego jeszcze związku człowieka z naturą każdy coś obserwował i pomagał gromadzić owe tysiące rozsypanych motywów, z których potem miał powstać twór poetycki. Teraz obserwuje właściwie tylko ten, który ma także tworzyć, a przecież bez wątpienia milion oczu zauważy więcej niż jedna para choćby najbystrzejszych.
...Człowiek, który się zmienił i poprawił, i nie ma innego wroga, jak siebie samego z przeszłości, ale też przez tego wroga ginie...
Starożytni nazywali świat zwierzęciem i jakkolwiek dziecięco i dziecinnie brzmi to określenie, wiedzieli oni dobrze, co chcą przez to wyrazić. Cały wszechświat jest zwierzęciem i pomimo indywidualizacji prowadzi ogólne życie, bo z czegóż by pochodziła śmierć? Ale to zwierzę sobie wyobrażać jest najtrudniejszym zadaniem dla człowieka.
Natura kładzie piękno nie w swoje cele, lecz w środki do tych celów.
Świat pozostaje zawsze gospodarzem, który iluminuje swój dom dopiero po odjeździe cesarza.
Niejedną książkę czyta się z takim uczuciem, jakby się dawało autorowi jałmużnę.
Ostatnim losem dramatu jest zawsze to, że będzie czytany; dlaczego nie ma się zacząć od tego, na czym się kiedyś przecież skończy?
Idee są w dramacie tym, czym kontrapunkt w muzyce: same przez się niczym, ale warunkiem wszystkiego.