Wyjątki powinno się cierpieć, ale tylko póki one same cierpią.
Cierpienie należy tylko o tyle do poezji, o ile jest wewnętrznie twórcze.
Czy człowiek ma władzę zniszczyć samego siebie, to znaczy, wżyć się tak mocno w jakiś stan sprzeczny z najrdzenniejszą zasadą swej natury, żeby już nigdy nie mógł się uwolnić, nie mógł odnaleźć drogi z powrotem do właściwego źródła swego życia? Na ziemi dzieje się to zbyt często, ale poza nią chyba przekleństwo za grzech nie sięga lub może tylko do tyla, że duch wyzwolony przez śmierć nie będzie umiał w chwili przejściowej poruszać skrzydłami, bo nigdy ich nie próbował. Nasze grzechy są to przeważnie zbyt silnie rozwinięte sympatie cielesne i dlatego muszą odpaść wraz z ciałem, na przykład lubieżność. Inne znów są ostatecznościami lub wybujałościami cnót i zalet; i tak pycha powstaje ze zbyt żywego poczucia prawa do indywidualnej egzystencji.
We wszystkich prawdziwie wielkich i pięknych dziełach człowieka ma świadomość bardzo mały udział lub nie ma go wcale; człowiek rodzi jak matka dziecko, które w jej łonie urabiają tajemnicze ręce i które potem, jakkolwiek kość z jej kości, staje naprzeciw niej jako samodzielna istota; rzemieślnik natomiast wie na pewno, dlaczego używa to młotka, to hebla, ale też wyrabia on tylko stoły i krzesła. Świadomość nie jest twórcza, ona tylko oświeca jak księżyc; istnienie filozofii nie jest dowodem przeciw temu, gdyż filozofia rozwija tylko samą siebie, stwarza tylko własne procesy.
W charakterach Emilii Galotti9 przebija się zbyt wyraźnie zamiar autora doprowadzenia ich do takiej, a nie innej katastrofy. Przez to sztuka wygląda jak maszyna, w której żywi ludzie są kółkami dla siebie wzajemnie przeznaczonymi i zazębiającymi się pod przymusem na znak dzwonka. Wprawdzie charaktery powinny istotnie ściągać na siebie piorun losu, ale to się musi stać niepostrzeżenie, człowiek i los muszą się znaleźć wzajemnie na takim miejscu, gdzie tego wcale nie oczekiwano, a jednak w taki sposób, iżby po bliższym przyjrzeniu się widać było nie zasłoniętą maskę przypadku, lecz poważne oblicze konieczności; bez tego możliwa jest tylko egzekucja albo rozdawanie nagród, a z tym sztuka nie ma nic wspólnego.
Jednostka istnieje tylko jako jednostka, a gdy z siebie zrezygnuje, jej życie jest tylko umieraniem, nienaturalnym i niepotrzebnym więdnięciem. Stan jednostki, która się wyższej jednostce poddaje na łaskę i niełaskę, byłby wspaniałym tematem do noweli. Ale chociaż jednostka istnieje tylko jako jednostka, najświętszym jej obowiązkiem jest próbować oderwania się od siebie, bo tylko przez to osiąga świadomość i samopoczucie.
Wszystko, co jest konieczne dla istnienia jakiejś rzeczy, musi być w niej zawarte, inaczej bowiem rzecz ta nie istnieje. W zastosowaniu do świata: nie może powstać nic nowego, niebywałego, tylko pewien element znika na jednym miejscu, a występuje na drugim. Nierozwinięta, lecz obfita myśl.
Najlepsza jest ta wiara, dzięki której człowiek najwięcej zyskuje, a Bóg najwięcej traci.
Wielu ludzi dlatego nic przez duchowe operacje nie osiąga, ponieważ posuwając się dalej, boją się utracić to, co już osiągnęli.
Człowiek najlepiej uczyni, rozrastając się na wszystkie strony, a niewiele się troszcząc o rdzeń centralny, który ma wiązać te rozbieżne kierunki. To wiązanie odbywa się i tak, bezpośrednio i bez jego przyczynienia się, gdyby zaś takiego rdzenia nie było, nikt go sobie sztucznie nie wprawi.