Ból uważa się zawsze tylko za atak na życie, za pauzę w życiu. A przecież on sam jest życiem, chce żyć. Dlatego właściwie kończy się radość, skoro ból raz duszę ludzką opanował.

Proza przedstawia to, co się przemyślało, poezja to, co się przeżyło. To główna różnica.

1839

Aby komuś łatwiej przebaczyć, dobrze jest popełnić mały grzech przeciwko niemu, aby i on miał coś do przebaczenia.

Nasze cnoty są często bękartami naszych grzechów.

Strzały cierpienia są z początku gorzkie, a w końcu słodkie; strzały radości mają miód na ostrzu, a na końcu żądło.

Poezja powinna wyławiać wszystkie promienie człowieka, tego zamglonego słońca, i skupiwszy je, skierować na powrót ku człowiekowi, aby go w ten sposób ogrzać przez niego samego.

I w przypadku może jest jakaś opatrzność, lecz tej opatrzności my nie możemy uchwycić i dlatego znosimy ją tylko wtedy, gdy chodzi o żart choćby nawet poważny. Słusznie dlatego wyznaczono przypadkowi jako teren komedię, a i tu musi on pod pewnym względem przyodziać się niejako w rozum. Policzkami można szafować przez nieporozumienie, ale jeżeli głowy padają, chcemy wiedzieć, za co. W historii nie ma systemu i dlatego nie jest ona dla nas prawdziwą tragedią; przypadek z mieczem w dłoni, los bawiący się w ślepą babkę — mącą nam rozum. To jednak bynajmniej nie wyklucza przypadku, niech i on czasem się wtrąca, ale wtedy należy go traktować jako materiał, któremu porządkujący duch całości użycza formy i fizjonomii.

Pierwszym i ostatnim zadaniem sztuki jest: unaocznić sam proces życia, pokazać, jak to, co najwewnętrzniejsze w człowieku, rozwija się w obrębie otaczającej go atmosfery, już to dogodnej dla niego, już to nieodpowiedniej, jak dobre wytwarza w nim złe, to zaś znów rodzi poprawę i że ten wieczny płodozmian nie ma granic realnych, chociaż je ma dla naszego poznania; to jest symbolika. Błędne jest twierdzenie, że materiałem poety jest to, co się już stało, przeciwnie, materiałem jego jest to, co się staje, co się dopiero rodzi w walce z żywiołami stworzenia. Rzecz gotowa może być już tylko igraszką fal, które ją mogą roztrzaskać lub pochłonąć; cóż miałaby sztuka do czynienia z tym, co jest najpospolitsze, to jest — najogólniejsze? Lecz to, co się staje, niech za sprawą artysty przechodzi z postaci w postać, niech nigdy nie rozpływa się przed naszymi oczyma w chaos, jak bezforemna, miękka glina; zarazem jednak powinno być ono pod pewnym względem czymś gotowym, bo wszakże i we wszechświecie nie spotykamy nigdzie nagiej, surowej materii. Człowiek istnieje tylko gwoli swej przyszłości; jest to nierozwiązalna tajemnica, której jednak wyprzeć się nie można. Dlatego sztuka nie powinna pokazywać nam człowieka skończonego, bo dla nas interesujące i ważne jest nie to, jak on oddziaływa na świat, lecz jak świat oddziaływa na niego. Potęgi istniejące poza człowiekiem ucieleśniają się właśnie przez to, że na niego wpływ wywierają, a tracą swą grozę, zagadka świata jest rozwiązana, gdy się ją określi, wolimy brak ostatecznej odpowiedzi niż pustkę.

Istnieje poezja opisowa uczuć, która stara się przedstawić stany uczuciowe przez porównywanie ich między sobą albo przez obrazy wzięte z zewnątrz. Im wyżej ta poezja stoi, tym bardziej obraz i przedmiot schodzić się będą z sobą, mogą nawet być zupełnie tym samym.