Jeżeli się ma wszędzie przyjąć ducha, musi się go przyjąć i w człowieku. — A przecież byłoby możliwe, że to, co w wyższym sensie nazywa się duchem: rozświetlająca iskrą, która nam otwiera obce światy, właśnie ponieważ z obcych światów pochodzi, tylko nas odwiedza, lecz w nas nie mieszka. Może ją tylko przyciągamy, jak żelazo przyciąga iskrę fizyczną, piorun; może jesteśmy jej warsztatem dla wykucia wielkich rzeczy, warsztatem, który się żarzy i błyszczy od siły jej płomieni, sam nie mając żadnego znaczenia. Wszak prawie bez śladu mija wszystko, co się na pozór duchowo przeżyło; wszak nieraz później nawet się nie pojmuje pewnych stanów, w których i przez które przedtem się żyło.
U wielu ludzi odrobina rozsądku jest tylko ubogim kagankiem, który nie oświeca nic, jak tylko ich własną nędzotę.
Nasza poezja niemiecka nie ssie z piersi natury i życia, lecz z jakiegoś wrzodu.
Szczególny to, lecz dający się wytłumaczyć błąd, że dotychczas nie uważałem swego życia za nic i dlatego tylko mało uwagi mu poświęcałem. A ono przecież jest i pozostanie zawsze rzeczą główną, warunkiem, granicą mego ja.
Nie trzeba nigdy porzucać zamiaru poprawienia się, nawet gdy się już dawno stoi na punkcie, na którym się poprawić nie można.
Człowiek jest kontynuacją aktu stworzenia, wiecznie stającym się, nigdy niegotowym tworem, który nie dopuszcza do zakończenia, zastygnięcia i zastoju świata. Ogromną doniosłość ma to (ta myśl naprowadziła mnie na myśl poprzednią), że wszystko, co istnieje jako ludzkie pojęcie, nie zawiera się w naturze w formie całkowitej i skończonej, lecz tylko cząstkowo, a wszystko, co w naturze istnieje jako rzecz skończona i całkowita, usuwa się spod pojęcia ludzkiego, nie wyjmując własnej natury człowieka. I tak wiemy i określamy, czym jest prawo i bezprawie, cnota i niewinność (gdyśmy ją stracili!), ale nie wiemy, czym jest życie itd. Gdzie nam dano poznanie, tam natura potrzebuje naszej pomocy.
Miejsce i źródło naszej choroby musi się stać także miejscem i źródłem naszego ozdrowienia.
Gdy się jest chorym, żyje się z samym sobą na stopie wojennej, duch wcale się nie lituje nad ciałem, owszem, darzy je pogardą i nienawiścią. W tym, zdaje się, ma podstawę uwaga Bornego: „Nadużycia zmysłowe są częściej skutkiem niż przyczyną skołatania cielesnego”. Duch nie chce grać roli dozorcy chorego, robi cherlakowi na przekór i pobudza go do rzeczy, których biedaczysko wytrzymać nie może.
Niech sztuka pokazuje nie to, co człowiek robić powinien, lecz co i jak robić może.
„Forma jest wyrazem konieczności!” powiedziałem w pewnej recenzji. To najlepsza definicja! Materiał jest zadaniem, forma rozwiązaniem.