Znośnym czyni życie to, że cierpienia luzują się.
Nie mieć czegoś — czy to grzech? Na przykład nie mieć uczucia ani serca. Mamy o ludzkiej naturze (i to jest piękne) tak dobre mniemanie, że się nam zdaje, iż tak szlachetnych ingrediencji nikt nie jest pozbawiony, widocznie sam je zniszczył i zgasił. Człowiek bez uczucia, który przeczuwa, jakim jest...
Jest to rzeczą godną uwagi, a niezaprzeczalną, że poprawa idei religijnych szła ręka w rękę z korzyścią ludzkości.
Nie chcę, aby uznano moje piękno i doskonałość, chcę tylko, aby uznano piękno i doskonałość w ogóle. Wtedy bowiem znajdzie dostęp i wszystko to, co ze mnie dobrego płynie, i dlatego wolno mi bez egoizmu boleć nad tym, jeżeli coś, co mi się uda, istnieje tylko dla mnie, nie także dla drugich.
Myślenie nie jest, jak pierwej sądziłem, darem powszechnym, ale jest szczególnym talentem. Ja tego talentu nie mam, ale go przeczuwam, i stąd też pochodzi, że nigdy nie jestem z siebie zadowolony, gdy piszę jaki artykuł. Chcę chodzić, a mogę tylko robić skoki, chcę we wszystkim zaprowadzić jasny ład i związek, a mogę rozedrzeć tylko tu i owdzie zasłonę okrywającą prawdę. Prawdziwe myślenie jest produktywne jak każda twórcza, pierwotna siła; nie myśli jeszcze ten, kto tu i owdzie za pomocą operacji rozumowej obali jakiś błąd, na to wystarczy tylko mierzyć, ważyć i porównywać. Każdy wielki myśliciel posiada z pewnością własną metodę myślenia, choć może jej sobie nie uświadamia.
Szczęście wypłatałoby mi najgorszego figla nie wtedy, gdyby zupełnie nie przyszło, lecz gdyby przyszło za późno; bo pozbawiłoby mnie nawet dobrze zasłużonego napisu na grobie. Biedne drzewo, słońce zaczyna cię kokietować, gdy korzenie już zmarzły. — Podły kikucie — woła przechodzień, lornetując je podczas spaceru — czemu nie zielenisz się, gdy wszystko naokoło zielone? — Zresztą, cóż jest najstraszniejsze? Nie to, że świat może zapaść w gruzy, lecz że może tak w ciszy zniszczeć!
Późniejsze sądy Goethego o autorach i książkach nie są sądami jego żołądka, lecz podniebienia.
Kiełkowanie i gnicie są siebie bliskie, są nawet często tym samym.
— Zróbcie nowy wynalazek — woła Rahel — stare są już zużyte! — Boję się tylko, że stoimy już u granic naszego dowcipu i jesteśmy wszyscy dojrzali do nieba, co notabene byłoby czymś najgorszym. Nasze życie stało się zbyt wewnętrznym; bez cudu nie może się zwrócić na powrót na zewnątrz. Do czego doprowadzi to ciągłe odzwierciedlanie i szpiegowanie własnej duszy? Nawet nie do błędu, co najwięcej do rozpaczliwego przeczucia naszej własnej okropnej nieskończoności, do punktu, w którym zastępuje nam drogę nasze własne „ja” jako najstraszniejsze widziadło. Co prawda, głód i nasycenie zlewają się tu w jeden moment, gdyż nie możemy stawiać nowych pytań, nie osiągnąwszy wprzód nowego poglądu; ale to znaczy przecież wydobywać prawdę torturą i soku życia używać za nawóz dla drzewa poznania. Bo jest ogromna różnica, czy człowiekowi zadaje pytanie świat, przypadek, los, czy on sam siebie pyta. Można sobie samemu stać się obcym, to jest odwrócone szaleństwo i ostatnia, to jest najgłębsza, przepaść, w którą wpaść można.
Im dłużej się żyje, tym mniej się wie, dlaczego się żyje.