[Die goldenen Sternlein prangen

Am blauen Himmelssaal.]

Ta pieśń, szczególnie zaś ten wiersz porwał mnie potężnie, ku zdziwieniu matki powtórzyłem go, głęboko wzruszony, może z dziesięć razy. Duch natury stał wówczas z różdżką czarodziejską nad moją duszą młodocianą, wystąpiły żyły kruszcu i dusza obudziła się przynajmniej ze snu.

Uważam za największy obowiązek człowieka, który w ogóle zajmuje się pisaniem, by dostarczał materiałów do swojej biografii. Jeżeli nie dokonał odkryć duchowych i nie zdobył nowych krajów, to za to z pewnością po różnych drogach błądził, a jego błędy są dla ludzkości tak samo ważne jak prawdy największego człowieka.

Przede wszystkim muszę zanotować dzień, w którym po raz pierwszy poznałem Uhlanda. Czytałem w jakimś „Odeum” jego poemat: Klątwa śpiewaka. Spadł on na mnie jak zmora: wprowadził mnie na szczyt, którego wysokość w pierwszej chwili poznałem tylko przez to, że zabrakło mi oddechu. Aż do tej pory było mi bardzo dobrze z naśladownictwem Schillera. U filozofa Schillera podpatrzyłem wiele wątpliwości, u estetyka wiele reguł piękna i w ślad za nim wytwarzałem dalsze ciągi jego Ideału i życia i inne rośliny cieplarniane, które pomimo sztucznych barw nigdy nie osiągną zapachu i smaku. Goethego czytałem bardzo mało, traktowałem go nawet lekceważąco, gdyż jego ogień jest niejako podziemny, i w ogóle mniemałem, że między nim a Schillerem zachodzi taki stosunek jak na przykład między Mahometem a Chrystusem; nie mogło mi nawet przyjść na myśl, że nie mają oni ze sobą prawie nic pokrewnego. Teraz wprowadził mnie Uhland w głębie piersi ludzkiej a przez to w głębie natury; widziałem, jak niczym nie gardził — tylko tym, co dotychczas uważałem za rzecz najwyższą: refleksją! — jak umiał zawsze znaleźć nić duchową między sobą a wszystkimi rzeczami, jak stroniąc od wszelkiej dowolności i postulowania, wszystko, nawet rzeczy cudowne i mistyczne, sprowadzał do tego, co jest po prostu ludzkie, jak każdy jego utwór miał swój własny ośrodek życia, a przecież całkowicie zrozumiały i objemny był dopiero po spojrzeniu na całą twórczość poety. Tą czystą, harmonijną grą dzwonów rozkoszowałem się dopóty, aż zacząłem szukać jej źródeł i zdawać sobie sprawę z swego wrażenia — i z rozpaczą niemal obłąkaną przyszedłem do tego pierwszego wyniku, że poeta nie ma tworzyć z zewnątrz w naturę, lecz z wewnątrz niej [nicht in die Natur hinein — sondern aus ihr herausdichten]. Nie potrafię już określić, jak daleko stąd było mi jeszcze do uchwycenia tej pierwszej i ostatniej zasady sztuki, że mianowicie ma ona uzmysławiać nieskończoność w pojedynczych zjawiskach [das Unendliche an der singulairen Erscheinung]. Żałuję, że wtedy nie zacząłem prowadzić dziennika, jakem to sobie był postanowił; ale nie chciałem grzebać w swych ranach i pamiętam z tego okresu niewiele więcej nad to, że odbyłem drogę bardzo daleką i wśród wielkich ciemności i że cel pierwej osiągnąłem, nim poznałem. Zrobiłem doświadczenie, że każdy dzielny człowiek musi zginąć w jakimś wielkim mężu, jeżeli ma kiedyś dojść do samopoznania i do pewnego używania swoich sił: jeden prorok chrzci drugiego, a komu ten chrzest ogniowy osmala włosy, ten nie był wybrany!

Tylko w stosunku do samego siebie, do swoich wewnętrznych konfliktów, należy przestrzegać owej kardynalnej zasady o koniecznej różnorodności wszelkich indywidualnych poglądów na świat, na zewnątrz niech każdy broni swojego, to jest potrzebą i zarazem warunkiem życia.

Młodzieniec przybiera sobie błąd za lubkę — to źle; mężczyzna wybiera go sobie na babkę — to jeszcze gorzej.

Tylko za najbliższy skutek czynu można pociągać człowieka do odpowiedzialności; dalsze skutki są własnością bogów, którzy robią, co się im podoba, a co się nam nie podoba.

W ciemną ulewną noc wyglądać z okna...!

Nikt nie ma więcej poczucia siebie samego niż poczucia życia.