Nieraz mi zda się, przed tą moją zgrają,

W tłumie, że jestem sam jeden wśród świata,

A oni czucia wtedy nabywają

Gdy miecz mój głowy ich jak kłosy zmiata.

Oni miarkują coś: lecz zamiast sami

Biec z otwartymi, jak dzieci, rękami,

Z miłością ku mnie, pierzchają gdzieś w stronę,

Niby zające w ogniu oparzone.

Gdybym miał wroga, a tak silnej wiary

Iżby śmiał ze mną chwycić się za bary,