Bacząc, czy z miasta co się nie pokaże;

Aż oto ona występuje z wrót.

Zrazu szła żywo, zakwefiona cała,

Że sługa ledwie za nią podążała;

Naraz stanęła ku miastu zwrócona,

Jakby żegnając, otwarła ramiona,

Zdała się modlić... I znowu ze sługą

Ruszyła: obie stanęły pod strugą.

Jeden ze straży szybko mignął przy niéj:

Sądziłem, że on krzywdę jej uczyni,