Spotkałam męża, wychodząc z świetlicy,
I jego matkę, która w modłach cała
Ponuro, drwiąco na mnie spoglądała.
On to dostrzegłszy, z zapłonionym czołem
Rzekł głośno, gniewnie: „ona jest aniołem!”
Zbliżył się, chcąc mnie pocałować: alem
Cofnęła usta. On odstąpił z żalem,
Potrząsnął w sposób osobliwy głową
I spojrzał, jakby miał na ustach słowo,
Żem w jego oczach usprawiedliwioną.