Coś nieznanego. Czasem jego oko
Wpiło się we mnie dziko i głęboko,
Z wyrazem takim, że drętwiałam cała;
Ten wzrok w me serce wdzierał się jak strzała,
I taki wtedy ból imał to serce
Żem sobie nieraz: ja jego uśmiercę!
Mówiła w duchu. — Trzeci rok upływa,
Jak on zachorzał, wracając ze żniwa,
I umarł. Widząc go w ciężkiej chorobie,
„Nie, on nie umrze” powtarzałam sobie,