Iż wkroczę, geniusz jakowyś

Z domu mego własnego. Lśniły zmierzchowo

W pół zmroku, kiedym tak kroczył,

Bór cienisty

I tęskniące potoki

Ojczyzny; nigdym nie zaznał4 tych krain.

Lecz w świeżym już blasku niebawem

Tajemniczo

W złotawym dymie rozkwitło,

Wyrosło, o, jak szybko,