To rzekłszy, dłonią dotknęła mych oczu,

I, kiedy za nią spojrzałam do góry,

Ujrzałam w niebios błękitnem przezroczu

Nieprzeliczone Serafinów chóry,

A każdy w ręku miał liliję białą,

A dziwne echo na powietrzu brzmiało.

Noc w noc trzy razy, przed jutrzenką ranną,

Miałam toż samo Najświętszej widzenie.

Schodziła z niebios, wołając: «Joanno!

Idź! Zbaw twój naród! Spełń twe przeznaczenie!»