Na codzienny jej widok i grobu milczenie.

Osiem mija miesięcy, jak zgubne płomienie

Przepalają pierś moją i tysiące razy

Na mych ustach konały wyznania wyrazy

Kryjąc się w głębie serca, omdlałe na sile.

O! Gdybym mógł, Rodrygu, choć na krótką chwilę

Sam na sam z nią pomówić!

MARKIZ

Książę miłościwy!

A wasz ojciec?