Powstań — i pójdź w ojcowskie ramiona życzliwe.
CARLOS
daje się bezwiednie prowadzić i przyjmuje uścisk Króla — nagle przychodzi do opamiętania, wstrzymuje się i przyglądając się baczniej Królowi, mówi
Twoje ręce czuć mordem! Nie! nie! Ja nie mogę
Przytulić cię uściskiem.
Odtrąca Króla od siebie; na ten widok wszyscy Grandowie zbliżają się pomieszani.
Cóż ja uczyniłem
Tak strasznego?! Czy że się dotknąć ośmieliłem
Niebiosów pomazańca? To niech was nie trwoży —
Ręki nań nie podniosę. Wszak to palec Boży