LUDWIKA
Łaskawa pani! Czekam na jej rozkazy.
LADY
obraca się i obojętnie kiwa głową
A ha! Czy jest tu? — Bez wątpienia panna... niejaka... jakże ją nazywają?
LUDWIKA
nieco urażona
Miller nazywa się mój ojciec — a jaśnie oświecona pani posyłałaś po jego córkę.
LADY
Prawda, prawda! Przypominam sobie. — Biedna córka muzykanta, o której niedawno mowa była. Do siebie. Twarz zajmująca, ale wcale nie piękna. Głośno do Ludwiki. Przybliż się, moje dziecię. Do siebie. Oczy płaczu zaznały — jak ja lubię te oczy. Głośno. Bliżej tylko — tu do mnie. Zdaje się, dobre dziecię, że się mnie lękasz.