PREZYDENT

głośno się śmiejąc

FERDYNAND

Możesz się śmiać — ale ja z tym odejdę. — Z jaką ja twarzą, mój ojcze, przed najnędzniejszym stanę wyrobnikiem, który przynajmniej niepodzielne ciało z żoną wziął w posagu? — z jaką twarzą stanę przed światem, przed księciem — z jaką przed tą nałożnicą, która skazę czci swojej w moim wstydzie obmyć usiłuje?

PREZYDENT

Gdzie znowu, młodzieńcze, język cię prowadzi?

FERDYNAND

Na Boga i ludzi zaklinam cię, ojcze! Przez poniżenie syna twojego nigdy tyle szczęśliwym nie będziesz, ile go nieszczęśliwym uczynisz. Dam ci życie moje, jeżeli cię to podnieść może. Życie mam od ciebie, nie będę się wahał jednej chwili twojej go wielkości poświęcić. Ale mój honor, ojcze! — jeżeli go zabierzesz, to życie mi dawać nazwę lekkomyślnym niegodziwca dziełem i będę zmuszony ojca jak kuplera25 przeklinać.

PREZYDENT

przyjaźnie uderzając go po ramieniu