Jak gdyby matki tęskne niepokoje
Nie dosyć łono obciążały moje! —
W zamiarach moich bez wielkiej nadziei
Rzucam się z matki piersią zakrwawioną
W walkę pomiędzy synami wznieconą
Zgody wołając — błagam po kolei
Niepowstrzymana bez trudu i strachu
Aż uprosiłam matczynym wołaniem:
Że tu, w Messynie, ojcowskim ich gmachu
Witać się będą przyjaznym spotkaniem.