Tak połączone serca moich dzieci.
Pierwszy raz w kole prawdziwej przyjaźni
Matka przemówić może bez bojaźni.
Tłum obcych świadków już nas nie podsłucha,
Szczęk zbroi mego nie uderzy ucha.
Jak sowy nocne, smutnej wróżby gońce,
Z pogorzeliska długiej ich siedziby
Wzlatują gwarnie, chmurząc jasne słońce,
Skoro do pustej przez czas długi skiby
Wraca wesołych mieszkańców gromada