Was nie dochodził głos mowy matczynej.

I jakbym śmiała spokojną dziewicę,

Mojej nadziei ostatnią kotwicę,

Rzucać na wściekłość niezgodnej rodziny?

Wprzód chciałam widzieć pojednanych braci,

A potem, szczęście uwieńczając błogie,

Przywieść im siostrę w anioła postaci.

Dzisiaj wy zgodni, dziś ją wrócić mogę.

Sługa, któremu znajome ukrycie,

Przyjdzie oznajmić radosne przybycie.