Mój mężu, to było zanadto surowo.

FIESKO

Na mniej tak złe serce zasłużyć nie mogło. Twoim łzom dłużny byłem to zadosyćuczynienie wyrządzić. Do zgromadzenia. Nie, moi panowie i panie, nie zwykłem ja za lada zręcznością dziecinnym wybuchać płomieniem. Szaleństwa ludzi muszą mnie długo bawić, zanim rozgniewać są zdolne. Ale ta na cały gniew mój zasługuje, bo oto temu aniołowi chciała truciznę przymieszać.

Pokazuje proszek zgromadzeniu, które z oburzeniem odwraca się.

JULIA

tłumiąc wściekłość swoją

Dobrze! Dobrze! — Bardzo dobrze, mój panie!

Chce odejść.

FIESKO

przyprowadzając ją pod ramię na powrót